18 października Azerbejdżan obchodził 25-lecie ogłoszenia niepodległości. W związku z tym wydarzeniem prezydent kraju Ilham Alijew udzielił ekskluzywnego wywiadu dla RIA Novosti. W wywiadzie z prezesem międzynarodowego centrum prasowego MIA „Rossija cevodnja” Dmitrjem Kisielewym azerbejdżański lider opowiedział o stanowisku Baku w sprawie uregulowania konfliktu w Górskim Karabachu , możliwości stabilizacji rynków naftowych, poglądach Azerbejdżanu na sytuację w Syrii, stosunku do projektu „Turecki Potok”, dwustronnej i wielostronnej współpracy z Rosją oraz innych aktualnych zagadnieniach.

 

 

- Panie prezydencie, szczere gratulacje w związku z wielkim jubileuszem pana kraju. Pierwsze 25 lat dla państwa, tak jak dla człowieka są to lata decydujące, właśnie w nich wszystko się zawiera. Więc jaki stał się Azerbejdżan przez 25 lat od czasów jego ojca – założyciela Heydara Alijewa po pana rządy, jako kontynuatora jego dzieła?

 

- Rzeczywiście data nadzwyczajna, 25 lat jest to długi okres, pozwala on mówić o sukcesach, niepowodzeniach, utraconych możliwościach. Jednak ogólnie rzecz biorąc Azerbejdżan przez te lata przeszedł długą drogę rozwoju, tworzenia. Dziś jest to niepodległe, w pełnym tego słowa znaczeniu, samowystarczalne państwo. Oparte na narodowych korzeniach, jednocześnie świeckie, wielonarodowe, wielowyznaniowe, z powodzeniem rozwijające się, opierające wyłącznie na własnych siłach, mające dobre, przyjacielskie stosunki z sąsiadami, będące wiarygodnym i godnym członkiem światowej wspólnoty.

Co oznacza, że główne zadania rozwoju, tworzenia, umacniania państwowości zostały wykonane. Przed nami otworzyły się bardzo dobre perspektywy dalszego rozwoju, zarówno w sferze gospodarczej i kwestiach społecznych, mamy liczne programy, które realizujemy i będziemy realizować.

W sferze gospodarczej można mówić o wielu osiągnięciach, wystarczy przytoczyć jeden fakt: według danych najnowszego raportu Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, azerbejdżańska gospodarka pod względem konkurencyjności zajmuje 37 miejsce na świecie.

Jest to pierwsze miejsce wśród krajów WNP (Wspólnota Niepodległych Państw) i dostatecznie poważne miejsce na arenie międzynarodowej. Dlatego przed nami stoją otwarte horyzonty, pewnie poruszamy się naprzód, jestem przekonany , że kolejne ćwierćwiecze również będzie okresem szybkiego rozwoju.

 

 

- Właściwie to pytanie chciałem zadać na końcu, ale wydaje mi się, że opuścił pan jeden bardzo ważny punkt, być może świadomie, może przez skromność: Azerbejdżan jest pięknym krajem, Baku w ostatnich latach stało się po prostu luksusowe. Wykwintne miasto, odbudowane i odrestaurowane w bardzo dobrym smaku. Czuje się absolutnie świadomą, spójną linię: przedstawić swój kraj, jego stolicę, zarówno swoim obywatelom, jak i całemu światu w szczególnym świetle. I to nie o chodzi pieniądze, bo pieniędzy na świecie jest dużo, ale tu jest coś jeszcze. Co to takiego?

 

- Może wydawać się to banalne, ale myślę, że najważniejsza jest miłość do swojego miasta. Dlatego my ludzie, którzy mieszkają w Baku i w dowolnej części Azerbejdżanu, bardzo kochamy Baku. To historyczne miasto, z licznymi zabytkami architektonicznymi, niestety przez wiele lat było nieco zaniedbane. Zniszczone domy, poobijana infrastruktura miejska, jak mówią, meble miasta, dlatego mieliśmy do rozwiązania trudne zadanie, jak stworzyć miasto wygodne dla obywateli, piękniejsze, bez naruszania jego historycznego kształtu. Myślę, że nam się to udało, ponieważ w Baku łączy się bardzo harmonijnie historia i współczesność. Można wyjść ze średniowiecznego starego miasta, dosłownie przejść ulicę i znaleźć się w nowoczesnej metropolii z 16 kilometrowym nabrzeżem, szerokimi alejami i piękną zabudową.

Odnaleźć harmonię między historią, przeszłością i teraźniejszością nie było łatwo. Myślę, że nam się to udało. Chciałbym podziękować za pozytywną ocenę naszego miasta. Oczywiście przyjemnie usłyszeć od przyjeżdżających do Baku takie opinie. To nas inspiruje. Z drugiej strony, zrobiliśmy to głównie dla siebie. Dlatego, że środowisko formuje świadomość, jak mówił klasyk, kiedy wokół jest pięknie, poprawia się nastrój, to formuje światopogląd, dyscyplinuje, czystość w mieście jest również rezultatem tej przemiany.

 

- Dla Azerbejdżanu ropa naftowa i ogólnie węglowodory mają bardzo duże znaczenie. Czy obecnie straty są ogromne? Jaka jest strategia kraju w warunkach spadku cen? Co ją charakteryzuje?

 

- Przez wiele lat staraliśmy się zmniejszać zależność od ropy. W pewnym stopniu nam się to udało. Jesteśmy praktycznie niemal samowystarczalni pod względem towarów i żywności. Jesteśmy eksporterem produktów spożywczych, dlatego bardzo zainwestowaliśmy w rozwój rolnictwa, regionalną infrastrukturę, turystykę, więc uzależnienie od ropy naftowej znacznie spadło. Przytoczę takie dane: ropa stanowi trochę powyżej 30% naszej całkowitej produkcji krajowej, co sprawia , że stanowi ona większą część naszego eksportu. Główne zadanie na dziś to dywersyfikacja eksportu, wejście na rynki z konkurencyjnymi produktami i zastąpienie strat kursowych, które ponosimy z powodu spadku cen ropy.

Te straty łatwo policzyć. Jeśli cena ropy spada trzykrotnie, a było na początku roku i tak, że spadła czterokrotnie, oczywiste, że tyle też zmniejszyły się nasze dochody. Obliczyliśmy budżet na ten rok licząc w oparciu o cenę 25 dolarów za baryłkę, ponownie go rozpatrzyliśmy i tym samym ten rok zakończymy z nadwyżką. Na następny rok zakładamy 40 dolarów. Sądzimy, że poniżej tej ceny spadku nie będzie, dlatego w zasadzie nie stwarza to dla nas żadnych dodatkowych trudności. Jedyną rzeczą, gdzie musieliśmy dokonać cięć były publiczne projekty inwestycyjne. Może to nawet lepiej, było zbyt wiele inwestycji i zbyt wiele potrzeb. Kiedy jest dużo pieniędzy, jest i dużo zamówień z różnych agencji rządowych, dlatego kryzys cen ropy trochę nas ozdrowił, dał się odczuć i pokazał, że należy bardzo oszczędnie wydawać pieniądze. Co też robimy.

 

 

- Teraz w oczekiwania na decyzję OPEC, 30 listopada, co jest lepsze dla Azerbejdżanu: zmniejszenie wydobycia ropy, zamrożenie go na obecnym poziomie? Czy może wprowadzenie kwot lub jeszcze innego rozwiązania?

 

 

- Trudno powiedzieć i przewidzieć, co dałoby większy efekt. Najważniejsze jaki będzie cel. Na chwilę obecną, jak widać, zarówno producenci jak i konsumenci dążą do stabilizacji, czyli ku wzrostowi, ponieważ niskie ceny ropy uderzą również w konsumentów. Szczególnie duże, rozwinięte kraje zaczęły składać mniej zamówień w krajach, które przywykły do otrzymywania wysokich zapłat ze te zamówienia, ich gospodarki ucierpiały. Dziś oczywiście tracą gospodarki krajów wydobywających ropę, w dużym stopniu uzależnione od ropy, dlatego głównym czynnikiem stabilizującym byłoby porozumienie między państwami OPEC i ważnymi krajami nie zrzeszonymi w organizacji, dotyczące jednolitej polityki. Patrząc na rozwój wydarzeń wszystko do tego zmierza. Uważam, że powinno do tego dojść, ale konieczne jest, żeby wszystkie strony były szczere, uczciwe oraz, aby istniał rzeczywisty mechanizm kontroli wdrażania podjętych decyzji, jeśli takowe zapadną.

Ogólny nastrój na rynku naftowym jest na rzecz wzrostu cen ropy do 60, a może i do 70 dolarów, co byłoby korzystne dla wszystkich: firmom, pozwoliłoby to na inwestycje, a krajom produkującym na uzyskanie środków na różne projekty. Konsumenci skorzystaliby w efekcie końcowym na złożonych zamówieniach, których są obecnie pozbawieni.

 

-Azerbejdżan jest za?

 

- Azerbejdżan jednoznacznie jest za, podkreślaliśmy to wielokrotnie. My ze swojej strony deklarujemy, że nie zamierzamy zwiększać produkcji ropy, nie czekając na żadne inne decyzje.

 

 

- Zamrażacie swoją produkcję?

 

- W pewnym stopniu tak. Nie zwiększamy jej.

 

- Oczywiste jest, że w tym temacie dla Azerbejdżanu pozostaje jeszcze kwestia "Tureckiego potoku", co do którego porozumieli się Rosja i Turcja. Azerbejdżan posiada własny projekt, o nazwie TAP. W jakim stopniu czujecie konkurencję, czy to równoległe projekty? W jakiej fazie obecnie jest TAP?

 

 

- TAP jest fragmentem dużego projektu "Południowy korytarz gazowy", który składa się z 4 części. Faktycznie jest to eksploatacja jednego z największych naturalnych złóż gazu na świecie "Shah Deniz", drugi etap rozwoju. Budowa południowo-kaukaskiego gazociągu, jego przedłużenie, który biegnie od Azerbejdżanu do Gruzji. TAP właściwie, Gazociąg Transadriatycki biegnący od wschodniej granicy Turcji z Gruzją do zachodniej granicy Turcji z Grecją. Dalej od turecko-greckiej granicy przez Grecję, Albanię po dnie morza z wylotem na Włochy.

TAP jest elementem projektu "Południowy korytarz gazowy", który jest integralną częścią z pozostałymi projektami. Bez reszty projektów jest niepełnowartościowy. Ilość gazu jaką będziemy dostarczali przy pierwszym etapie, na całej długości gazociągu już jest zakontraktowana, już sprzedana. Podpisaliśmy kontrakty na wzrost wydobycia, które rozpocznie się w 2018 roku, a jego punkt szczytowy przypadnie na lata 2020 - 2021. W związku z tym żadne regionalne projekty energetyczne nie mogą z nim konkurować, bo my już ten gaz sprzedaliśmy. To po pierwsze.

Po drugie, uważamy, że jeśli są jakieś przedsięwzięcia, które realizują nasi sąsiedzi i przyjaciele, w tym wypadku "Turecki potok", jesteśmy zadowoleni, ponieważ to wzmacnia interakcję, współpracę i bezpieczeństwo w regionie oraz pozwala w pełni zabezpieczyć ekonomiczne i energetyczne interesy danego obszaru, dlatego projekt "Turecki potok" zawsze był przez nas wspierany. Jesteśmy zadowoleni, że po pewnym czasie program został wznowiony.

Niedawno w Stambule, podczas Światowego Kongresu Energetycznego, w którym również brałem udział, Turcja i Rosja podpisały projekt, czego gratuluję naszym tureckim i rosyjskim przyjaciołom.

 

- Podpisanie tego projektu, to nie tylko biznes. To swojego rodzaju symbol zgody między Turcją i Rosją. Jaką rolę odegrał Azerbejdżan w tym pojednaniu? Teraz zapewne można już podać jakieś szczegóły.

 

- Myślę, że byłoby nieskromnym mówić o tym. Być może bardziej wskazane byłoby, gdyby nasze działania oceniły kraje bezpośrednio zaangażowane.

 

- Więc proszę opowiedzieć , jak było, a ocenę pozostawmy im...

 

- Oczywiście, to co działo się między Rosją i Turcją bardzo nas niepokoiło, z wielu przyczyn. Po pierwsze, Rosja i Turcja to nasi sąsiedzi. Po drugie, bliskie kraje. Można powiedzieć nasi główni partnerzy gospodarczy i polityczni.

Byliśmy bardzo zadowoleni, widząc jak układają się relacje między Rosją i Turcją.

Pamiętam, jak podczas inauguracji w Baku pierwszych Igrzysk europejskich w czerwcu 2015 roku, prezydenci Putin i Erdogan, odbyli owocne spotkanie, jedno z wielu. Niestety tragiczny incydent, który miał miejsce, zmarnował te relacje. To było bardzo niepokojące, było złe dla Turcji , dla Rosji i dla ich przyjaciół, w tym i dla nas. Dlatego my z naszej strony, w miarę naszych możliwości, i w stopniu , który był do zaakceptowania przez Rosję i Turcję, próbowaliśmy przyczynić się do normalizacji stosunków. Bardzo ostrożnie, nie mieszając się mocno w te sprawy, ale w miarę swoich możliwości, ponieważ uważaliśmy i uważamy, że je posiadamy.

Sądzę, że nastąpienie normalizacji, jest przywróceniem sprawiedliwości, wyeliminowaniem tragicznego nieporozumienia. Na pewno przyczyny będą analizowane. O ile wiem już zostały przeanalizowane.

Według naszej wiedzy nie obyło się bez udziału pewnych sił, które z niepokojem obserwowały zbliżenie Rosji i Turcji.

 

- Co pan sugeruje?

 

- Po prostu stawiam ocenę, która jest poparta obiektywnymi obserwacjami.

 

- Oznacza to, że miała miejsce zagraniczna prowokacja?

 

- Niewykluczone. W każdym razie kiedy do tego doszło, pierwsze co przyszło nam do głowy, to że nie możemy tego wykluczyć. Ponieważ kategorycznie nie było to w interesie Turcji. Założyć, że ktoś świadomie dokonał tak nieprzyjacielskiego aktu , nie mogliśmy.

Oczywiste jest, że po tak tragicznych wydarzeniach emocje poszły w ruch, w pewnym stopniu zamgliły sytuację, ciężko było zrozumieć co się stało. Emocje nakładały się na siebie, jedno słowo wywoływało reakcję, powstała spirala, którą trzeba było zatrzymać. Zatrzymała się. Teraz należy zrozumieć. Uważam, i jestem prawie pewien, że nie obyło się bez prowokacji, ponieważ duch i charakter rosyjsko – tureckich stosunków kategorycznie odrzuca taką formę reakcji na przeloty rosyjskich samolotów wojskowych. Ponownie będąc bardzo ostrożnym i powściągliwym, nie mieszając się w stosunki między naszymi bliskimi sąsiadami, chciałbym podzielić się tymi spostrzeżeniami. Jednocześnie chciałbym wyrazić zadowolenie, że mamy to za sobą. Na Światowym Kongresie Energetycznym w Stambule 10 października siedzieliśmy obok siebie: prezydent Putin, na prawo od niego ja, po lewej prezydent Erdogan. Miedzy nami była ożywiona dyskusja, jak podczas oficjalnych wydarzeń, i było jasne, że wszystkie nieporozumienia zostały w przeszłości.

Z czego bardzo się cieszymy.

 

- Na tym przykładzie widać, jaką korzystną i silną rolę, nie wybijając się, gra Azerbejdżan w regionie. Zauważalny jest również trójkąt Azerbejdżan – Iran – Rosja. Obecnie jest to bardzo stabilna konstrukcja polityczna. Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, była mowa o tym, że dużo nad nią pracujecie, aktualnie mamy już rezultaty. Jaki jest trójkąt teraz?

 

- Został poruszony ważny temat, który ma duży potencjał rozwoju, będzie odgrywał bardzo ważną rolę w przyszłości w umacnianiu bezpieczeństwa i współpracy w naszym regionie. Na początku tego roku byłem z oficjalną wizytą w Iranie, przedstawiłem koncepcję zorganizowania trójstronnego formatu współpracy między Iranem, Rosją i Azerbejdżanem, swoim irańskim partnerom, prezydentowi Hasanowi Rouhani. Spotkało się to z pozytywnym przyjęciem, po powrocie z Iranu zadzwoniłem do Władimira Władimirowicza Putina, przyjął wiadomość z aprobatą. Zaczęliśmy aktywnie działać w tym kierunku. Zaledwie po dwóch miesiącach od tych zdarzeń w Baku doszło do spotkania ministrów spraw zagranicznych trzech państw.

Było to pierwsze doświadczenie tego typu, bardzo udane, zaczęliśmy przygotowania do szczytu, który odbył się w Baku na początku sierpnia, z udziałem prezydenta Putina, Rouhani i moim. Uważam, że to historyczny szczyt, po pierwsze, dlatego , że pierwszy raz przywódcy trzech krajów spotykają się na szczycie w takim formacie, a po drugie, że wracamy do historii. Wszyscy dobrze wiemy, że historia stosunków między krajami, imperiami w naszym regionie nie była łatwa. Dziś widzimy, że przy dobrej woli historyczna pamięć , jak by nie była trudna, ustępuje pragmatyzmowi i chęci zacieśnienia współpracy. Azerbejdżan na różnych etapach był częścią imperium Perskiego, Rosyjskiego, dlatego organizacja szczytu w Baku ma dla nas szczególne znaczenie, traktujemy to jako oznakę szacunku naszych dużych sąsiadów dla tego co robimy, dla nowej formuły współpracy. To poważny geopolityczny krok. Omawialiśmy kwestie bezpieczeństwa transportu, energetyki, inwestycji, zagadnienia gospodarcze. Program obrad był dość obszerny, ale najważniejsze, że tworzymy nowy format współpracy regionalnej, w oparciu o geografię, ponieważ tylko Azerbejdżan graniczy z Rosją i Iranem oraz na bazie naszych interesów. Od bezpieczeństwa wokół naszych granic bezpośrednio zależy nasze bezpieczeństwo. Dlatego ścisła współpraca między naszymi sąsiadami, dopiero co mówiliśmy o relacjach turecko – rosyjskich, to samo dotyczy stosunków rosyjsko – irańskich, leży w naszym narodowym interesie. Jesteśmy radośni i dumni, że udało nam się zorganizować takie spotkanie. Mamy nadzieję, że będzie ono miało swoją kontynuację w przyszłości.

 

- To znaczy, że trójkąt jest już faktem w polityce międzynarodowej, to wystarczająco mocny punkt podparcia?

 

- Bez wątpienia. To fakt polityki globalnej. Nie jest to regionalny, przejściowy format. To poważna polityka zagraniczna, inicjatywa geopolityczna i już rzeczywistość, ze swojej strony będziemy robić wszystko co konieczne, aby nasycić ten format. Widzimy identyczne podejście ze strony naszych rosyjskich i irańskich partnerów.

 

- W świecie walczą dwie tendencje jedna destrukcyjna „dziel i rządź”, druga , która stara się zjednoczyć kraje i tworzyć pokojowe układy, które wzajemnie będą się uzupełniać. Jedną z takich struktur jest Euroazjatycka Unia Gospodarcza. Czy Azerbejdżan zamierza do niej dołączyć?

 

- Rozmowy na ten temat prowadzone są od dawna w środowisku ekspertów i elit politycznych różnych krajów. Powiem tak, czujemy się dostatecznie pewnie w obecnym położeniu. Dwudziestopięcioletnie wyniki rozwoju Azerbejdżanu, szczególnie w sferze gospodarczej i politycznej są żywym przykładem. W ciągu ostatnich 13 lat udało nam się powiększyć trzykrotnie PKB, obniżyliśmy poziom ubóstwa z 49% w roku 2003 do 5% w tym roku. Ubóstwo jako zjawisko społeczne już nie istnieje. To samo dotyczy bezrobocia wynosi ono 5%, posiadamy duże rezerwy walutowe i je gromadzimy, nawet w tym roku, kiedy to spadły ceny ropy, nasze rezerwy walutowe funduszu naftowego wzrosły, ponieważ wydajemy oszczędnie i więcej zarabiamy nie tylko na ropie. Dlatego jesteśmy zadowoleni z gospodarczego i politycznego stanu kraju. Inną rzeczą jest to, że świat się zmienia. Pojawiły się nowe zagrożenia, nowe wyzwania, widzimy jak wszystko wokół płonie, powstają nowe ogniska destabilizacji, nowe, potencjalne źródła ryzyka. W tych okolicznościach wiele zależy od ścisłej współpracy z tradycyjnymi partnerami. Dziś forma współpracy gospodarczej i politycznej z krajami członkowskimi Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej jest wystarczająco silna. Do tego, aby iść ścieżką integracji potrzebna jest motywacja. Może być gospodarcza, społeczna, polityczna, jakakolwiek inna. Teraz pracujemy pod tym kątem.

Oczywiście, dla nikogo nie stanowi tajemnicy, że wśród krajów EUG naszym priorytetowym partnerem jest Rosja, nasz ogromny sąsiad. To kraj, z którym posiadamy największy obrót towarami spośród krajów EUG, poziom stosunków oraz wzajemnego zaufania także jest najwyższy.

Nie mamy żadnych problemów z Rosją w kwestiach politycznych i społeczno-ekonomicznych. Ostatnia wizyta prezydenta Putina w Baku w sierpniu to potwierdziła, nie znaleźliśmy kwestii, w których musielibyśmy coś naprawiać. Nie było nic takiego ani z naszej strony, ani z rosyjskiej. Między Azerbejdżanem a Rosją istnieje umowa o wolnym handlu, tu też nie ma ograniczeń. Poszukujemy nowych motywacji. Z zainteresowaniem obserwujemy, jak przebiegają procesy w euroazjatyckiej przestrzeni, ponieważ tam również nie wszystko idzie gładko. Tam też występują problemy i pewnego rodzaju roszczenia. Dlatego powinniśmy wszystko przeanalizować i zintegrować. Azerbejdżański styl polityczny to nie narzekać, ale rozwiązywać swoje problemy samodzielnie, a na rynek zagraniczny, jeśli tak można powiedzieć, wnosić tylko pozytywy. Dlatego chcemy jeszcze zobaczyć jakie będą tendencje, i oczywiście jeśli unia będzie atrakcyjna liczni będą do niej lgnęli.

Nie można niczego wykluczać, ale obecny etap opisałbym właśnie w ten sposób.

 

- Powiedział pan „wszystko wokół płonie”. Zapewne miał pan na myśli zagrożenie radykalnym islamem. W jakim stopniu Azerbejdżan czuje to niebezpieczeństwo na sobie?

 

- Powiem tak, wewnątrz naszego kraju takiego zagrożenia nie ma. Nasze społeczeństwo skonsolidowało się wokół idei narodowej. Zawiera się ona w naszych priorytetowych wartościach, w promowaniu wielokulturowości. Przy okazji, bieżący rok w Azerbejdżanie został ogłoszony rokiem wielokulturowości. Nasze społeczeństwo jest połączone ideą przywrócenia integralności terytorialnej Azerbejdżanu, umocnienia naszej niezależności, rozwiązania wszystkich problemów gospodarczych i społecznych. Dlatego nie ma w nim miejsca dla radykałów ani gospodarczych, ani społecznych. Nie ma podstaw dlatego, że bieda praktycznie nie występuje.

Radykałowie skupiają głównie biedne warstwy. Piśmienność w Azerbejdżanie jest stuprocentowa. Znowu, skąd pozyskać radykałów? Z niepiśmiennej masy. Nie ma tu takiego środowiska. Natomiast wokół nas jest inaczej. Dlatego najważniejsze dla nas zabezpieczyć się od negatywnych wpływów z zewnątrz, w tym również w kwestii ekstremizmu religijnego.

Nasze społeczeństwo jest głęboko przywiązane do swoich korzeni: narodowych, duchowych, religijnych. Czcimy swoich świętych i podchodzimy do tego bardzo troskliwie. Jednocześnie społeczeństwo jest świeckie, współczesne. Myślę, że Azerbejdżan jest mało znany jako świeckie, muzułmańskie, współczesne państwo, a mógłby być dobrym przykładem dla wielu krajów. Naszym głównym zadaniem w walce z radykalizmem jest zabezpieczenie siebie przed istniejącymi fizycznymi i informacyjnymi zagrożeniami. Do tych celów posiadamy odpowiednie organy, które zapewniają bezpieczeństwo państwa, dlatego Azerbejdżan na tle tego co się dzieje wokół, pozostaje miejscem stabilności, rozwoju i spokoju. Bardzo to doceniamy, nasi obywatele to cenią. Widzą każdego dnia co dzieje się w punktach zapalnych, co ma miejsce w krajach Europy, WNP, na Bliskim Wschodzie. Wojna, krew, zniszczenie. To jeszcze bardziej konsoliduje nasze społeczeństwo, to najlepsza „szczepionka” przeciw radykalizmowi. Mimo wszystko nie powinniśmy nawet na chwilę odpuszczać w prowadzeniu naszej polityki, nakierowanej na współczesność, świeckość, przewagę dobra nad złem. Nieustannie pracujemy w tym kierunku.

 

- Zostało poruszonych kilka tematów, które potrzebują rozwinięcia. Wrócimy do nich trochę później, ale jeśli już jesteśmy przy temacie radykalnego islamu, co pana zdaniem dzieje się teraz w Syrii? Jaka jest tam dynamika? Teraz tyle się o tym mówi... Francja, Hollande prawie chce zaciągnąć Rosję przed Trybunał Międzynarodowy, wszyscy mówią o rzekomo popełnionych tam zbrodniach wojennych. Jednocześnie mówi pan o potrzebie szczerości i uczciwości w polityce międzynarodowej. Jak to ze sobą połączyć?

 

- Trudno nam otwarcie oceniać co zachodzi w Syrii, nie mamy dostatecznych źródeł informacji z tego kraju. Wiadomości otrzymujemy głównie ze światowych mediów, a każdy kraj posiada swoją interpretację wydarzeń. Jedno jest pewne, Syria rozpada się już od kilku lat. Zostają zniszczone miasta, giną cywile, jest cierpienie, a końca nie widać. Niejednokrotnie mówiłem o tym z różnych mównic i jeszcze raz chcę podkreślić, że tylko przy zjednoczonym wysiłku całej społeczności międzynarodowej, wiodących krajów walczących z terroryzmem, można go pokonać.

Dzisiaj niestety tego nie zauważamy, ale moim zdaniem , w tym wypadku podejście rosyjskiej strony jest uzasadnione, Rosja mówi to samo, konieczne jest zjednoczenie wysiłków przeciw ekstremizmowi, terrorystom, radykałom. Nie można ich dzielić na dobrych i złych. Ci, którzy przeciwstawiają się tobie są źli, a którzy występują przeciw twojemu konkurentowi lub wrogowi dobrzy. Wcześniej czy później bumerang wraca, historia pokazywała to niejednokrotnie. Na razie konsensusu w tej kwestii nie widać, co jest bardzo niepokojące.

Sytuacja idzie w kierunku eskalacji. Jest nadzieja, że negocjacje dotyczące uregulowania stosunków w Syrii przyniosą rezultaty. Najważniejsze, aby Syria pozostała jednym państwem, integralność terytorialna Syrii musi być zapewniona. Po drugie naród syryjski sam powinien zadecydować o swoim losie. Dwie proste tezy, które, na ile się orientuję, są bliskie również panu. W pełni podzielamy te poglądy. W tym kontekście konieczne jest rozwiązanie tego problemu, co jak widzimy z każdym miesiącem staje się trudniejsze i trudniejsze.

 

- Mówiąc o idei narodowej Azerbejdżanu wspomniał pan, że jedną z jej części jest przywrócenie integralności terytorialnej. Oto doszliśmy do bolesnego tematu Górskiego Karabachu. Wszyscy marzą o kompromisie, czy jest on możliwy i na jakich warunkach?

 

- Należy jasno zrozumieć, co oznacza kompromis i jak każda ze stron go traktuje. Aby mówić o tym co robić, należy wiedzieć co się wydarzyło. Jeśli wziąć historię Górskiego Karabachu to nierozerwalna część Azerbejdżanu, tak było zawsze, znamy historię masowego przesiedlenia Ormian z Persji, ze wschodniej Anatolii na te ziemie. Cała historia, wszystkie nazwy miejscowości, łącznie z samym słowem Karabach są pochodzenia azerskiego.

W czasach sowieckich, w związku z tym, że była tam już przesiedlona ormiańska ludność, stworzono autonomiczny rejon, nawet nie republikę, który nie posiadał granicy administracyjnej z Armenią. Wszystko było normalnie, życie szło swoim torem, szczególnych problemów nie było, na poziomie rozwoju społeczno – gospodarczego Górski Karabach wyprzedzał wiele innych rejonów Azerbejdżanu, dlatego mówienie , że nie interesowano się regionem byłoby niesprawiedliwe. Tym bardziej tego rodzaju autonomie były szczególnie traktowane przez władze centralne. Tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego przeważały tam tendencje separatystyczne, wszystko to zakończyło się rozlewem krwi, wygnaniem Azerów najpierw z Górskiego Karabachu, było ich tam około 30%, następnie okupacją siedmiu regionów Azerbejdżanu, które nie miały nic wspólnego z Górskim Karabachem, żyła tam tylko ludność Azerska, wszystko zostało tam zniszczone. OBWE wysłało dwukrotnie misje rozpoznawcze, ich raport to koszmar. Nie został tam ani jeden cały budynek, w tym cmentarze, meczety, wszystko, zero. Wygnano 750 tysięcy ludzi z terenów spoza Górskiego Karabachu, z samego Górskiego Karabachu ponad 40 tysięcy Azerów, ponad 200 tysięcy Azerów z Armenii. Milion uchodźców w biednym kraju, w 1993 roku.

Praktycznie wszystkie międzynarodowe organizacje wydały odpowiednie rezolucje, Rada Bezpieczeństwa ONZ cztery rezolucje, wymagające natychmiastowego, bezwarunkowego i pełnego wycofania ormiańskich sił okupacyjnych, nie zrealizowano ich od ponad 20 lat. Parlament Europejski, Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, Organizacja Współpracy Islamskiej, Ruch Państw Niezaangażowanych, wszystko identycznie, prawo międzynarodowe jest po naszej stronie. Żaden kraj na świecie, w tym Armenia nie uznaje Górskiego Karabachu. To wszystko prawda, ale problem pozostaje nierozwiązany, główna przyczyna, z jakiej nie można rozwiązać problemu to, że Armenia nie chce rozwiązania. Bo co oznacza rozwiązanie? Rozwiązanie oznacza deokupację terenów bezprawnie zajętych przez Armenię, a oni nie chcą tego robić, chcą pozostać przy statusie quo. Chociaż kraje przewodniczące mińskiej grupy, zajmującej się uregulowaniem sytuacji Rosja, Ameryka, Francja w osobach ich prezydentów wielokrotnie mówili, że status quo jest nie do zaakceptowania i musi być zmieniony, niestety na stwierdzeniach się kończy.

Jak my widzimy rozwiązanie konfliktu, oczywiście terytorialna jedność Azerbejdżanu nie podlega dyskusji, nigdy nie zgodziliśmy się na niezależność Górskiego Karabachu i armeńska strona doskonale o tym wie. Jednak rozsądny kompromis jest możliwy, zapewnienie bezpieczeństwa ludności Górskiego Karabachu, ich egzystencji, samorządności, realizacja różnych projektów inwestycyjnych ze strony Azerbejdżanu. Pokojowa współpraca między dwoma narodami, w warunkach oswobodzenia terytorium spoza Nagórno - Karabachskiego Obwodu Autonomicznego, tak widzimy uregulowanie konfliktu. Jest to zgodne z propozycjami, nad którymi pracujemy i które wysuwane są przez mediatorów. Główną przyczyną braku regulacji konfliktu jest to , że na przestrzeni 24 lat , od momentu utworzenia grupy mińskiej, Armenia wszelkimi sposobami blokuje najmniejszy postęp w procesie negocjacyjnym.

Nasze stanowisko jest takie, że ludzie powinni żyć tam gdzie żyli. Dlatego, że żyli tam przez długi czas, Ormianie 200 lat, Azerowie jeszcze dłużej, ale rzecz nie w tym. Przykładowo w Szuszy 95% ludności byli to Azerowie, oni wszyscy zostali wygnani, ich domy zajęte lub zniszczone, teraz mieszkają w nich inni ludzie. To musi się skończyć. Ormiańska ludność Górskiego Karabachu żyła tam i niech żyje, nie jesteśmy przeciw. Co zyskała Armenia w wyniku konfliktu? Przyczyniła się do cierpień milionów Azerów, czy stali się oni dzięki temu szczęśliwsi, czy stało się tam bezpieczniej, bardziej kwitnąco? Oczywiście, nie. Bez normalizacji stosunków z Azerbejdżanem w tym regionie nie może być rozwoju, ludność będzie żyć pod ciągłym napięciem, myśląc o tym czy coś się nie wydarzy. Pragniemy pokoju w regionie, nasza pozycja jest dość konstruktywna, ale chcemy swojego terytorium. Armenia chce pokoju, ale nie chce zwrócić cudzej ziemi. Tu jest różnica.

 

- To jest kompromis i droga do pokoju?

 

- Oczywiście, większego kompromisu zaproponować nie możemy. Jak już powiedziałem nie może być kompromisu w kwestii terytorialnej jedności Azerbejdżanu, ale może on być w kwestii miejscowego samorządu, samorządu Górskiego Karabachu w przyszłości, jeśli dojdzie do porozumienia, może to być autonomiczna republika. Przywódcy Armenii doskonale zdają sobie z tego sprawę, ale manipulują opinią publiczną, tworząc obraz wroga, zniekształcając sens procesu negocjacyjnego, chcą pokazać w ten sposób, że Azerbejdżan pragnie zniszczyć ludność armeńską lub ją wypędzić. To nie tak.

 

- Czego należy się spodziewać? Czy istnieją wskazówki mówiące kiedy zaczną się prawdziwe negocjacje, można wyobrazić sobie coś w rodzaju mapy drogowej dla tego co się dzieje? Czy można wyznaczyć jakieś kamenie milowe?

 

- To nie zależy od nas, wszystko opiera się na tym co powiedziałem, istnieje format rozmów, prowadzone są negocjacje, Armenia silnie je blokuje. Na określonym etapie, stawia warunki, o których doskonale wie, że są dla nas nie do przyjęcia.

Tym samym rozmowy znowu zostają wstrzymane. Dlaczego? Ponieważ nie chcą rozwiązać sytuacji lub nie mogą z jakiś przyczyn wewnętrznych, nie maja odwagi, bądź nie chcą, a może jedno i drugie. Pośrednicy, wiodące kraje świata, stali członkowie Rady Bezpieczeństwa mówią, że trzeba rozwiązać konflikt drogą pokojową.

 

- John Kerry, sekretarz stanu kraju – uczestnika międzynarodowej grupy OBWE, powiedział niedawno, że nie nadszedł jeszcze czas rozwiązania tego sporu. Co to może oznaczać?

 

- To dyplomatyczny incydent, nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych już zareagowało na to niewłaściwe stwierdzenie, ja sam 7 października na posiedzeniu rządu dość wyraźnie wypowiedziałem się o tym oświadczeniu. Powiedziałem, że to co najmniej bezwstydne, obarczać Azerbejdżan winą za brak rozwiązania konfliktu. To stwierdzenie jest całkowicie sprzeczne z pozycją USA, prezydent Obama wraz z prezydentami Francji i Rosji, złożyli oświadczenie, iż status quo jest nie do przyjęcia. Następnie sekretarz stanu USA podaje, że nie widzi możliwości ugody, co więcej, że ten konflikt uregulować jeszcze trudniej niż palestyńsko -izraelski. Jaki sygnał wysyła i do kogo? Wysyła sygnał Armenii, aby ciągnęła ten konflikt tak długo jak ciągnie się palestyńsko – izraelski? Jest to stwierdzenie absolutnie niedopuszczalne. Ta wypowiedź jeszcze raz mówi nam o tym dlaczego konflikt nie został rozstrzygnięty. Właśnie dlatego. Ponieważ istnieją rozwiązania, rezolucje międzynarodowych organizacji, ale nie są wypełniane. Nie ma nacisku na państwo- agresora, wręcz przeciwnie, często istnieje polityka zachęcania agresora, co historia XX wieku dobrze zna, nie w takiej skali oczywiście, ale istota jest taka sama. To nasz problem. Mówią nam, droga pokojowa, ale droga pokojowa, to nic poza drogą pokojową, my mówimy dobrze, rozwiążmy to. Niesprawiedliwe jest, że koniec końców, mimo złamania wszystkich międzynarodowych praw, zajęcia terytorium innego państwa, wygnania stamtąd ludności, trzymać pod kontrolą okupowane obszary. Dziś nie jest dla nikogo tajemnicą, że Azerska armia dysponuje poważnym potencjałem przy rozwiązywaniu licznych problemów. Mówią nam – droga pokojowa, my mówimy – dobrze czekamy. Zamiast nacisku na agresora słyszymy podobne oświadczenia.

 

- Powiedział pan, że armia Azerbejdżanu dysponuje sporym potencjałem, rzeczywiście sądząc po zamówieniach na broń, którą zakupujecie, ze względu na wyposażenie i wyszkolenie, wojskowy potencjał Azerbejdżanu imponuje. Niedawno wyszło powiadomienie, że Azerbejdżan planuje kupić broń jeszcze od kogoś poza Rosją. Co to oznacza dla wojskowo – technicznej współpracy z Rosją, czym spowodowane są takie innowacje?

 

- Prawdopodobnie chodzi o ostatnią wizytę premiera Pakistanu w Azerbejdżanie. Rzecz w tym, że kupujemy broń i od innych krajów, co jest wiadome. W biznesie militarnym nie da się niczego ukryć.

 

- Więc jesteście na rynku?

 

- Tak, oczywiście. Kupujemy broń poza Rosją, w Turcji, Iranie, Białorusi, Izraelu i innych krajach. Dość poważnie. Mamy zamiar zakupić broń od Pakistanu, w związku z tym, że przemysł wojskowy Pakistanu jest dobrze rozwinięty, jest to przyjazne i bliskie nam państwo.

Głównym naszym partnerem w tej sferze pozostaje Rosja. Mieliśmy z nią zawarte kontrakty, jeśli się nie mylę, na 5 miliardów dolarów, duża część tych kontraktów już została zrealizowana. Na dzień dzisiejszy armia Azerbejdżanu jest uzbrojona głównie w rosyjską broń. Jesteśmy zadowoleni z tej współpracy i jesteśmy jednym z poważniejszych kupców rosyjskiej broni, jednym z większych, jeśli spojrzeć na kraje, poziom współpracy jest dobry. To, że kupujemy również w innych miejscach, jest naturalne.

 

- To znaczy , że na razie nic się nie zmieni?

 

- Nie.

 

- Panie prezydencie, mówił pan o podwójnych standardach, dopiero co wspominaliśmy wypowiedź Johna Kerry, niedawno występując przed deputowanymi Europarlamentu, szeroko ujął pan temat i wspomniał o podwójnych standardach istniejących obecnie na Zachodzie. Czym one są dla pana?

 

- Nasze społeczeństwo postrzega to jako skrajną formę niesprawiedliwości, stronniczości i uprzedzeń. Jeśli spojrzeć na istotę problemu, w Azerbejdżanie przestrzegane są wszystkie normy demokratyczne, bez wyjątku. Wolność zgromadzeń, w przeddzień referendum opozycja zorganizowała manifestację w centrum miasta. Inna sprawa, że przyszło tam 800 osób, byli to ich bliscy znajomi i krewni. Nie było żadnych ograniczeń. Mamy wolność prasy, setki gazet, czasopism, telewizji, wiele kanałów, internet bez cenzury, ponad 75% naszej populacji korzysta z internetu. Jak w takich warunkach można mówić o ucisku prasy, to nie możliwe i nie mamy tego na celu. Mamy zagwarantowane wszystkie swobody, niemniej jednak Azerbejdżan stale staje się obiektem bezpodstawnych ataków, zarzucających brak demokracji, ograniczanie swobód, naruszanie praw człowieka. Wszystko to politycznie motywowane ataki, nie mające realnych podstaw, noszą znamiona oczerniania, presji i szantażu Azerbejdżanu.

 

- Jak można to wyjaśnić? Po co im to?

 

- Powodów jest kilka. Jedną z głównych jest to , że Azerbejdżan idzie swoją drogą. Prowadzimy politykę niezależności, nie jest ona nakierowana przeciwko komukolwiek, w tym przeciwko przeprowadzającym nieczyste ataki na nas. Mamy szerokie kontakty polityczne, gospodarcze, energetyczne z krajami Unii Europejskiej, mamy partnerskie relacje polityczne z USA. Najwidoczniej dla pewnego kręgu to niewystarczające, chcą więcej. Może nie wierzą w naszą niezawodność.

 

- Czego chcą?

 

- Tego czego chcą wszędzie. Prawdopodobnie wypełniania instrukcji. My nie godzimy się na taką rolę. Nie możemy nawet sobie takiej roli dla siebie wyobrazić, jesteśmy godnym państwem, samowystarczalnym, o nic nikogo nie prosimy, mamy bardzo niskie zadłużenie zagraniczne, nie mamy zobowiązań przed żadnym krajem. Chcemy współpracować, ale kategorycznie sprzeciwiamy się kiedy ktoś miesza się w wewnętrzne sprawy, kiedy dochodzi do tajnego dofinansowywania partii politycznych przez organizacje pozarządowe, kiedy podejmowane są próby destabilizacji, otwartemu ingerowaniu w nasze wewnętrzne sprawy, oczywiście podejmujemy działania zapobiegające tego typu akcjom. Azerbejdżan to niezależne, suwerenne państwo i prosimy wszystkich, aby to szanowali. Jak widać chcą czegoś więcej.

Jedną z przyczyn jest także nieustanna anty-azerska działalność organizacji związanych z armeńskimi strukturami lobbystycznymi na Zachodzie i nie tylko na Zachodzie, istnieją one w wielu krajach.

Inną przyczyną, której nie wykluczam może być to, że Azerbejdżan nie przyłącza się do żadnych kampanii, w które próbuje się nas co jakiś czas wciągnąć. Powiedziałbym nawet to nie kampanie a awantury. Nie angażujemy się w coś, co nam się nie kalkuluje.

Kolejnym powodem jest to, że w wielu innych przypadkach, z innymi krajami udaje się je pouczać, sterować, nakierowywać, z nami jest to niemożliwe.

 

- Tym się wyłamujecie.

 

- Właśnie tak. Zawsze mówiłem, słuchajcie nie jesteśmy wrogami, na odwrót, dążymy do współpracy. Nie mamy żadnych negatywnych intencji do któregokolwiek z krajów, bo i z czego miałyby wynikać, z jakiej racji? W naszym sektorze energetycznym pracują firmy z całego świata, Ameryka, Anglia, Francja, Włochy, Japonia, to nasi partnerzy, mamy z nimi dobre stosunki biznesowe. Mówimy, prosimy nie mieszajcie się w nasze sprawy, nie trzeba, nie ma sensu.

Ośmiuset osobowa manifestacja, oto cała nasza opozycja, zebrana po całym kraju, kilka dni obdzwaniani, finansowani. Co dalej? W naszym kraju nie ma antyrządowych nastrojów.

 

- Niedawno powodem do krytyki stało się referendum w sprawie zmian w konstytucji, w związku z tym wielu zadaje sobie pytanie czy zmienią się terminy wyborów prezydenckich, pójdzie pan na wybory?

 

- Nie mamy zamiaru zmieniać terminu wyborów, wiem jakie rozmowy prowadzi się w Azerbejdżanie i poza nim. Takich planów nie mamy, nie widzę takiej potrzeby. Jeśli chodzi o moje uczestnictwo, następne wybory prezydenckie według terminarza powinny się odbyć za dwa lata, jest to wystarczająco dużo czasu, żeby wyciągnąć ewentualne wnioski i podjąć decyzje.

Jeśli będę czuł tak samo jak dziś poparcie społeczeństwa, oczywiście będę starał się podtrzymać to zaufanie.

Nawiasem mówiąc referendum było wykładnikiem kilku punktów widzenia. Po pierwsze 2016 rok był najcięższym od strony ekonomicznej dla Azerbejdżanu, nie patrząc na to , że wychodzimy z niego z dobrymi wynikami, był to w porównaniu z poprzednimi latami najcięższy rok. I w tym roku przeprowadziliśmy referendum, które zostało poparte przez bezwzględną większość ludności Azerbejdżanu. Ci którzy próbowali nas krytykować, nie znaleźli żadnych naruszeń, żadnych fałszerstw. Nawet organizacja, taka jak PACE, która wciąż nas krytykuje, była, obserwowała i wydała maksymalnie pozytywną decyzję, że spełniamy wszystkie normy, rzetelnie, przejrzyście. Ogólnie wpłynęło ponad 20 skarg. Mamy 5 tysięcy lokali wyborczych, na łącznie 20 skarg. To kolejny dowód, że przeprowadziliśmy otwarty, demokratyczny proces. Najważniejsze, że w referendum poruszonych było kilka ważnych kwestii, aż 29, ale najistotniejsze, że było to wotum zaufania dla rządzących. Za co jestem bardzo wdzięczny obywatelom Azerbejdżanu, to jeszcze bardziej inspiruje i mówi o tym, że podążamy właściwą drogą i będziemy szli nią dalej.

 

- Panie prezydencie ze swojej strony dziękuję bardzo za wsparcie, które zostało okazane naszej agencji „Rossija cevodnja”. Dziś w Azerbejdżanie i na całym świecie występujemy pod marką Sputnik. Jakie są Pana sugestie, może dotyczące pracy naszych dziennikarzy, jakie wrażenia?

 

- Wrażenia bardzo dobre, chciałbym podziękować waszym pracownikom, którzy działają w Azerbejdżanie, za naświetlanie wydarzeń w naszym kraju. Początek działania agencji w naszym państwie jest rezultatem wysokiego poziomu zaufania między naszymi krajami. Bez zaufania byłoby to niemożliwe. Jest to także okazja dla nas do przekazania prawdy przez was całemu światu, ponieważ obiektywnie nie mamy takich możliwości informacyjnych, jakie posiada Rosja. Dzięki wam możemy wyjść i szerzej opowiedzieć o naszym kraju, podzielić się naszymi poglądami, dlatego działalność waszej agencji jest bardzo ważna. Cieszę się, że tu pracujecie. Jestem pewien, że wasza agencja będzie nadal, tak jak to robicie teraz, obiektywnie przedstawiać realia naszej ojczyzny.

 

- Ostatnie pytanie. Obecnie cały świat demonizuje prezydenta Rosji, dosłownie od kreskówek po bajki, używa się do tego dostępnych technik. Jest pan jednym z ludzi, którzy nie tylko znają Władimira Władimirowicza Putina, ale o ile mi wiadomo, utrzymują stały kontakt i koordynują swoją politykę z polityką Rosji, a Rosja z kolei, swoją politykę z Azerbejdżanem. Między naszymi państwami i między wami osobiście jest dialog, tak bardzo potrzebny w dzisiejszym świecie, jest to coś czego jest za mało, czego brakuje między wieloma krajami. Pan kontaktuje się z nim w sprawach bardzo trudnych, konfliktowych. Jaka jest pana osobista relacja z prezydentem i co może Pan o nim powiedzieć jako o człowieku?

 

- Osobiste relacje z Władimirem Władimirowiczem są bardzo dobre, powiedziałbym koleżeńskie, zaufane. Znamy się dość długo. Pamiętam kiedy w 2001 roku, przyjechał on do Azerbejdżanu, jako prezydent Rosji, nawiasem mówiąc, była to pierwsza oficjalna wizyta rosyjskiego prezydenta w Azerbejdżanie. Przez 10 lat po rozpadzie ZSRR prezydent Rosji ani razu nie złożył wizyty w Azerbejdżanie, aż do jego przyjazdu. Ta wizyta miała znaczenie znamienite. Odwiedził on groby zamordowanych w czasie wojny, „Aleję Męczenników”, co zostało wyjątkowo przyjęte przez azerskie społeczeństwo. Często brałem udział w spotkaniach, które odbywał z moim ojcem Heydarem Aliyevem. Między nimi istniały bardzo bliskie relacje, jak wiadomo byli kolegami z wcześniejszej pracy, odnosili się do siebie z wielkim szacunkiem. Kiedy zostałem prezydentem, nasze kontakty nabrały regularności. Relacje oparte na zaufaniu, jak już powiedziałem. Przytoczę następujący przykład, przez ostatnie trzy lata prezydent Rosji trzykrotnie odwiedzał Azerbejdżan. To mówi samo za siebie. Jedna jego wizyta była szczególnie ważna, chodzi mi o tą w 2015 roku. Powiem kiedy on przyjechał i zrozumie pan, było to 12 czerwca. Po obchodach związanych z Dniem Rosji, wsiadł w samolot, przyleciał i zdążył na początek Igrzysk europejskich, tych ,które zostały zignorowane przez przywódców większości państw europejskich. Ponadto, według naszej wiedzy otrzymał odpowiednie wskazówki, mimo to przyjechał.

Sam fakt jego przybycia, i to, że było to w Dzień Rosji, mówi o szczególnym stosunku do Azerbejdżanu i o naszym stosunku do Rosji.

Ostatnia jego wizyta miała miejsce w sierpniu, po oficjalnych spotkaniach, spędziliśmy kilka godzin na zaufanych rozmowach. Jako człowiek wzbudza on ogromny szacunek. Mówię to zupełnie szczerze. Czuję do niego wielki szacunek. Jest to człowiek godny, o bardzo wysokich walorach osobistych, uczciwy, zawsze dotrzymuje słowa. Jest przywódcą wielkiego kraju, jednego z supermocarstw, a przy tym łatwy w komunikacji, bardzo przystępny. Pracuje mi się z nim lekko i komfortowo, chcę powiedzieć, że Rosji się poszczęściło. Wszystkim przyjaciołom Rosji również. Chciałbym za pośrednictwem waszego programu życzyć prezydentowi powodzenia, szczególnie teraz. Wiem, że wszystkie te naciski i ataki odbijają się od niego, dlatego nie przynoszą rezultatów i nie będą przynosić.

 

- Panie prezydencie, dziękuję bardzo za ten wyczerpujący i szczery wywiad.

 

- Dziękuję.

Tłumaczyła: Anna Antoszczyszyn

Źródło: https://ria.ru/interview/20161018/1479448628.html

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.