W Gruzji, gdzie w ostatnich dniach odbyły się wybory parlamentarne, liczone są głosy. Liderem pozostaje partia rządząca "Gruzińska marzenie", zdobyła ona zdecydowaną większość, prawie połowę wszystkich głosów. Partia świętuje zwycięstwo. Dalsze miejsca zdobyła opozycyjna "Jedność ruch narodowy", następnie — "Sojusz patriotów". Takie wyniki wyborów nie wszystkim są na rękę.

 

"Gruzińskie marzenie" staje się rzeczywistością. Partia byłego premiera Bidziny Iwaniszwilego zdobyła większość głosów i będzie rządzić w parlamencie. "Jedność ruch narodowy" znalazło się tuż za "Marzeniem". Sztab „partii Saakaszwilego” nie jest zadowolony z wyników i drugiego miejsca. Ponadto, w porównaniu z wyborami sprzed czterech lat, partia otrzymała 13 procent mniej wszystkich głosów niż w 2012 roku.

Dla innych partii poważną przeszkodą stał się pięcioprocentowy próg, ale i tak ich głosy toną na tle głównych graczy, zagorzałych przeciwników politycznych — JRN i "Gruzińskiego marzenia".

Politolog Wachtang Majsaja podsumował: "Gruziński elektorat wybrał stabilność, rozwój kraju. Zachował się układ, który w parlamencie już się sprawdził".

 

Frekwencja wyniosła ponad 50%, co stanowi bardzo dobry rezultat.

Zdaniem obserwatorów Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego, "wybory nie były idealne, ale, w zasadzie, odbyły się w cichym i spokojnym środowisku, były dobrze zorganizowane".

Zresztą, były i niespodzianki: protesty partii Saakaszwilego w budynku centralnej komisji wyborczej, zniszczenia lokali wyborczych. "Jedność ruch narodowy" oskarża we wszystkim partię Iwaniszwilego ta odpowiada tymi samymi zarzutami. Politolodzy prorokują podobny styl działań w parlamencie: budowanie wzajemnych konfliktów.

Na listy partyjne gruzińskiego parlamentu wybieranych jest 77 deputowanych, a w jednomandatowych okręgach — 73. Ostateczne wyniki zostaną podane za dwa tygodnie. Żona Michaiła Saakaszwilego, Sandra Rulows, wybrana w okręgu na zachodzie Gruzji, przegrała i oskarża władze o fałszowanie wyników wyborów — "ochronimy swoje głosy!".

Odpowiedzi od samego Michaiła Saakaszwilego na razie nie ma. Były prezydent Gruzji, a obecnie gubernator Odessy na Ukrainie oświadczył, że wraca do ojczyzny i "nikt nie ruszy go stąd palcem". Lokalne same władze wielokrotnie powtarzały, że z niecierpliwością czekają na powrót Saakaszwilego: czeka go kilka sprawkarnych, w szczególności, o trwonieniu publicznych pieniędzy na wystawne życie dla siebie i rodziny.

 

Wachtang Majsaja jest pewien: "Jeśli wróci, to spędzi w więziennej celi 10 lat, wyrok już zapadł".

Jednak politolodzy Gruzji nie podzielają zdania, że Saakaszwili bezwarunkowo trafi do więzienia: "dopadną Saakaszwilego tylko pod warunkiem, że zgodę wyrażą na to Amerykanie. Bez "waszyngtońskiego komitetu " tutaj nic się nie stanie".

Amerykańskie wpływy w Gruzji są bardzo duże. Ale, w każdym razie, cud w wyborach się nie wydarzył. Saakaszwili nie mógł wziąć rewanżu po porażce cztery lata temu, kiedy do władzy doszła partia "Gruzińska marzenie". I tego się już nie zmieni.

Autor tłumaczenia: Agnieszka Wielińska

Źródło: http://www.vesti.ru/doc.html?id=2808054

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.