Niezadowolenie z Putina osiągnęło już taki poziom, że demonstranci w miastach całej Rosji publicznie wyrażają swoje rozgoryczenie.

"Putin – złodziej!", takich okrzyków musiał słuchać Władimir Putin przy okazji swoich 65. urodzin. W minioną sobotę tłum, w większości młodych ludzi, zebrał się przed Kremlem na ulicy w centrum Moskwy, domagając się, by lider opozycji Aleksiej Nawalny (obecnie w więzieniu) mógł kandydować w wyborach prezydenckich. Protesty odbyły się w dziesiątkach miast rosyjskich ; niektóre z nich zakończyły się spokojnie (na przykład w Nowosybirsku), a niektóre masowymi aresztowaniami (jak w Sankt Petersburgu).

W Moskwie, tym razem, aresztowano tylko kilka osób (wszystkie zostały wypuszczone bez aktów oskarżenia), bo władze albo nie spodziewały się, że w takim dniu na ulicach pojawi się tak wielu ludzi, albo przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w 2018 roku nie chcą psuć swojego wizerunku. Wygląda na to, że piłka nożna jest jedynym gwarantem rosyjskiej konstytucji.

Prezydencki wyścig rozpoczęty !

Prezydencki wyścig w Rosji dopiero się rozpoczął. Nie ważne, że Putin oficjalnie nie ogłosił, że będzie kandydował i nie ważne, że Centralna Komisja Wyborcza już obwieściła, że nie dopuści do tego, by Nawalny kandydował (bo został skazany w sprawie, którą obrońcy praw człowieka i opozycja nazywają fikcyjną). To wszystko nie ważne, bo rosyjskie wybory nie przebiegają tak, jak w innych krajach, w których kandydaci rywalizują ze sobą.

Na pewno w marcu 2018 r., kiedy planowane są wybory, dojdzie do formalnego wyboru kandydatów. Większość z tych, którzy będą na listach wyborczych w 2018 roku, była "sparing-partnerami" w wyborach w 1990 roku (kiedy większości dzisiejszych demonstrantów jeszcze nie było na świecie lub byli w przedszkolu).

Prawdziwi opozycjoniści już od wielu lat nie mogą kandydować w wyborach prezydenckich i dlatego, niektórzy komentatorzy mówią, że wybory w Rosji straciły na znaczeniu. Ale to nieprawda. Wybory prezydenckie w Rosji są bardzo ważne; rzecz w tym, że odbywają się na ulicy, a nie w lokalach wyborczych.

Przyglądając się ostatnim rosyjskim protestom, przychodzi mi na myśl, że zawsze zaczynają się tuż przed nadchodzącymi wyborami. Tak było na przykład z "marszem niezadowolonych” w latach 2007-2008, który był pierwszym wielkim protestem, jaki odbył się w większych rosyjskich miastach. Liczba demonstrujących była szokiem nie tylko dla władz, ale i dla samych demonstrantów.

Potem, zimą 2011/2012, miała miejsce nowa fala protestów, która przyciągnęła jeszcze większą liczbę ludzi. Około 100 000 osób zebrało się na bulwarze Sacharowa w Moskwie, a demonstracje odbyły się w prawie wszystkich regionach państwa. I znowu, ani rząd, ani opozycja nie oczekiwały tak dużego odzewu. W ciągu najbliższych kilku miesięcy wydawało się, że władza Kremla słabnie. Dmitrij Miedwiediew, który w tym czasie formalnie został prezydentem, ogłosił liberalne reformy, a państwowa telewizja zaczęła zapraszać do studia liderów opozycji. Ale zaraz po wyborach Kreml zaprzestał prac na zmianami i zacisnął obręcz.

Powody niezadowolenia

Teraz ma miejsce nowa fala protestów i nie ma żadnych powodów, by sądzić, że będzie słabsza, niż wcześniejsza, bo stare problemy nie zostały rozwiązane; kryzys gospodarczy trwa, kwestia praw i wolności w państwie pogorszyła się. W rzeczywistości istnieje siedem czynników, które pokazują, że te protesty będą nawet silniejsze, niż poprzednie.

Wewnętrzna jedność. Wcześniej, akcje protestacyjne organizowały dziesiątki małych ruchów i partii, i trudno było je koordynować – protestujący mieli różne poglądy ideologiczne i zawsze mieli problemy natury politycznej i organizacyjnej. Teraz to przeszłość. Pytanie o to, kto jest "lewicowcem", "nacjonalistą" czy "liberałem" nie jest ważne, bo główna walka prowadzona jest przeciw korupcji, przemocy i brakowi otwartej rywalizacji politycznej.

Nowa generacja. Tegoroczni demonstranci, w porównaniu z tymi z lat 2007-2008 i 2011-2012, są znacznie młodsi. Większość z nich to studenci i uczniowie szkół średnich. Aktywnie korzystają z Internetu i nie oglądają telewizji, więc są odporni na państwową propagandę.

Rok 2017. Jeden z okrzyków na niedawnej demonstracji brzmiał : "Precz z carem !" W tym roku minie 100 lat od Rewolucji Październikowej, co ma niesamowity wydźwięk psychologiczny. Historyczne dyskusje i projekty poświęcone rewolucji to nie uniknione porównania między reżimem Putina a monarchią Mikołaja II.

Aktywne regiony. Wcześniej opozycja nie była w stanie rozwinąć siatki poza Moskwą i Sankt-Petersburgiem. Wprawdzie niektóre partie miały przedstawicieli regionalnych, ale w zasadzie było to powierzchowne i nieefektywne. Obecnie istnieje silna regionalna siatka opozycyjna –biura Nawalnego odpowiedzialne za jego kampanię. Sądząc po tym, że w całej Rosji tysiące ludzi pojawiają się na jego wiecach, ta sieć faktycznie jest dość aktywna i skuteczna.

Putin się zestarzał. Kiedy Putin doszedł do władzy, jego zwolennicy zachwalali go, jako młodego i energicznego przywódcę, państwowa propaganda promowała przeboje pop, w rytm których młode dziewczyny śpiewały, że chcą „takiego mężczyznę jak Putin”. Teraz Putin ma 65 lat, a pod koniec sprawowania kolejnego mandatu (jeśli go zdobędzie) będzie miał 71. Machina propagandowa dalej organizuje sesje fotograficzne bez koszulki i mecze hokejowe, w których to on strzela gole, choć jego przeciwnikami są zawodowi hokeiści. Dziś to wszystko jest tylko bezgranicznym źródłem dowcipów i internetowych memów, a wszyscy wiemy, że nie ma sensu bać się tego, z czego się śmiejemy.

Ewentualne polityczne alternatywy. Wcześniej Kreml aktywnie promował hasło "Jeśli nie Putin to kto?" sugerując, że wszyscy inni kandydaci na prezydenta są gorsi. To funkcjonowało, bo opozycja była podzielona i nie było lidera, który cieszyłby się dużą popularnością. Kreml organizował skuteczne kampanie dyskredytujące opozycyjnych polityków. Dziś, każda próba dyskredytacji Nawalnego wychodzi na jego korzyść i zwiększa jego popularność.

Sieciowa struktura protestu. Paradoks polega na tym, że wzrost popularności lidera nie doprowadził do "kultu jednostki" wewnątrz opozycji. Wręcz przeciwnie – doprowadził do zbudowania siatek, które są w stanie działać niezależnie od liderów. Władze założyły współpracownikom Nawalnego wiele spraw sądowych i regularnie ich zamykają w przededniu większych protestów. Ale to nie zmniejszyło skuteczności protestów, bo siatki są wystarczająco silne, by kontynuować działalnośc w czasie nieobecności lidera.

Czy będziemy mieć do czynienia z nową rewolucją ? Po obu stronach barykady wiara w możliwość wybuchu rewolucji jest słaba. Niemniej jednak, warto pamiętać słowa Lenina : "My, starzy, być może, nie doczekamy decydującej bitwy tej nieuniknionej rewolucji".

Opinie wyrażone w tym tekście należą do autora i nie koniecznie odzwierciedlają politykę redakcji Al Jazeery.

Roman Dobrokhotov

Tłum. Emila Liberda

Źródło: Al Jazeera 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.