Serbia mogłaby od razu zostać rosyjską gubernią, tylko Moskwa musi dać więcej pieniędzy, ale nie daje i teraz nawet wiadomo, że nie może.
W związku ze zbliżającymi się wyborami w Bośni i Hercegowinie, rośnie zainteresowanie światowych mediów tą byłą jugosłowiańską republiką. Do niedawna stawiano pytania dotyczące funkcjonowania Bośni i Hercegowiny i problemów związanych z modyfikacją Układu w Dayton. Dzisiaj międzynarodowa uwaga skupiona jest na Republice Serbskiej i prezydencie Miloradzie Dodiku, który wychwala Rosję i coraz głośniej mówi o secesji tej części składowej państwa (Bośnia i Hercegowina to państwo federacyjne złożone z Federacji Bośni i Hercegowiny i Repuliki Serbskiej – przyp. red.).
Foreign Policy już w nagłówku i lidzie swojego artykułu, który ukazał się na początku sierpnia, sformułowaniami: „Putin tworzy bośniackie paramilitarne siły“ i „wspiera separatyzm w Republice Serbskiej“, wskazuje na główne problemy Bośni i Hercegowiny, których źródłem jest Rosja.
Podobna sytuacja jest w Serbii, która od dawna siedzi na dwóch stołkach – „i UE i Rosji“. Mimo, że NATO zadało straty Armii Jugosłowiańskiej bombardowaniem w 1999 roku i reformami wprowadzonymi po tzw. „piątym październiku“ (5.10.2000 r. – w Belgradzie miały miejsce masowe demonstracje mające na celu usunięcie ze stanowiska prezydenta Slobodana Miloševića – przyp. red.), rosyjskie uzbrajanie Serbii stanowi główny problem zachodnich przywódców.
Czego tak naprawdę chce Rosja na Bałkanach? Czy jej celem jest tylko zdobycie statusu quo w relacjach z Zachodem i zapobieżenie szerzeniu NATO na byłe jugosłowiańskie republiki, które nie zdążyły jeszcze przystąpić do Paktu, czy jednak Bałkany to dla Rosji bufor dzięki, któremu chce rozwiązać problemy we własnym ogródku?

Od cerkwi do broni
Foreign Policy w tym samym artykule zwraca czytelnikom uwagę, że współpraca między Republiką Serbską i Rosją rozwija się nie tylko poprzez budowę prawosławnych cerkwi, ale także poprzez współdziałanie w dziedzinie bezpieczeństwa, szczególnie po zacieśnieniu współpracy w 2016 roku na polu wymiany informacji dotyczących działań antyterrorystycznych, przeciwdziałaniu cyberterroryzmowi i szkoleń, które przeprowadzane są dla policji z Republiki Serbskiej przez specjalnych trenerów z Federacji Rosyjskiej. Tabloidy już od dłuższego czasu rozprawiają o planie powstania rosyjskiego centrum humanitarnego w Republice Serbskiej, na podobieństwo już istniejących w Serbii, w Nišu, które spędzają sen z powiek zachodnich dyplomatów; uważa się bowiem, że Moskwa chce wykorzystać wspomniane centra do stworzenia pierwszej wojskowej bazy wywiadowczej na Bałkanach.
Serbia wszystkie te wyżej wspomniane fazy współpracy z Rosją – od cerkwi do broni, już dawno przeszła, zatrzymując się przed przyznaniem statusu dyplomatycznego personelowi rosyjsko-serbskiego centrum humanitarnemu w Nišu i nadaniem statusu obserwatora w Zgromadzeniu Parlamentarnym Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), który to Układ jest rosyjskim odpowiednikiem NATO. Przedsięwzięcia te, według Belgradu, mają przestraszyć Zachód i UE, w rezultacie czego, Serbia w dyskusjach dotyczących statusu Kosowa, członkostwa w UE i NATO, zajmować będzie zdecydowania lepszą pozycję. Czy jest sens rozmawiać o członkostwie Serbii w ODKB i euro-azjatyckim układzie ekonomicznym? O tyle o ile jest sens poruszać temat członkostwa Ukrainy i Gruzji w NATO i UE….

Bałkany jako rosyjska odpowiedź Zachodowi
„Rosja kibicuje integracji Serbii z UE i to ona jest koniem trojańskim zagrażającym Unii” – takie było do niedawna stanowisko tych, którzy są sceptyczni w stosunku do Belgradu. Trzeba je było jednak zrewidować z uwagi na unijne opinie wskazujące „intensyfikację rosyjskiej antyunijnej propagandy i podsycaniu serbskiego nacjonalizmu umowami o dostawach zbrojeń”. Jeśli popatrzy się na rosyjską ekspansję na Bałkany nieco szerzej, z perspektywy Rosji, Moskwie nie odpowiada rozszerzenie UE i NATO na Bałkany Zachodnie, szczególnie Serbię i BiH, w jej interesie nie leży także trwałe rozwiązanie kosowskiego problemu, ponieważ osłabłyby wówczas jej możliwości sterujące w dyskusjach z Zachodnimi przywódcami (UE i USA).
Od szczytu NATO w 2008 roku i planach rozszerzenia członkostwa na Ukrainę i Gruzję, Moskwa zaczęła agresywnie wyznaczać granice swoich geopolitycznych interesów. Kiedy przepadła jej propozycja stworzenia wspólnej „architektury bezpieczeństwa dla Europy”, w tym samym roku sprowokowała konflikt w Gruzji. Na Ukrainie, wykorzystując prezydenta Viktora Janukowycza, próbowała doprowadzić do zerwania rozmów Kijowa z UE, co skończyło się rosyjską aneksją Krymu w 2014 roku i wojną hybrydową w Donbasie. Brukselski program „Wschodnie partnerstwo”, który miał na celu umożliwić swobodny handel i bezwizową politykę z Ukrainą, Gruzją, a także Armenią i innymi byłymi jugosłowiańskimi republikami, Moskwa potraktowała jako działanie nieprzyjacielskie. Zamiast upatrywania własnej szansy w planach szerzenia wpływów przez UE, Moskwa widziała w tym atak. Jednak wojna w Gruzji wyglądała na rozpaczliwą próbę zaprowadzenia porządku i była działaniem spóźnionym. Całkowita okupacja Tibilisi czy Kijowa byłaby zdecydowanie nierozsądna. Wykorzystanie Półwyspu Bałkańskiego w odpowiedzi, było samoistie narzucającym się rozwiązaniem. To, że Rosja przyciąga do siebie Serbów, można traktować jako odpowiedź Moskwy na ekspansję Zachodu, w postaci UE i NATO, na terytorium byłego Socjalistycznego Sojuszu Sowieckich Republik, szczególnie Ukrainy i Kaukazu.

Tanie wsparcie
Historycy mówią, że Josip Broz Tito w 1948 roku oszukał Serbię i dziesięcioleciami trzymał ją poza wpływem Rosji. Dlatego Socjalistyczna Federacyjna Republika Jugosławii nigdy nie stała się satelickim państwem Socjalistycznego Sojuszu Sowieckich Republik. Siedemdziesiąt lat później Serbia bez wahania stałaby się rosyjską gubernią, gdyby tylko Moskwa dała więcej pieniędzy. Ale nie daje i pewnym jest, że nie może. Ostatnie wyniki sondażu rosyjskiej niezależnej pozarządowej organizacji badań opinii publicznej Levada Centar pokazują, że Rosjanie są niezadowoleni z prowadzonej przez Putina zagranicznej polityki militarnej. Niezadowoleni są również z sytuacji ekonomicznej (która jest rezultatem sankcji nałożonych przez Zachód), a nowa reforma emerytalna jedynie podgrzewa negatywne nastroje i mobilizuje protestujących, wskazuje Levada Centar. Widzieliśmy, jak szybko Putin może przekonać opinię publiczną do swojej polityki oszczędnościowej kosztownymi działaniami mającymi na celu wycofanie części rosyjskich żołnierzy i sprzętu z Syrii. Ale z Bałkanów tak łatwo nie zrezygnuje, nawet jeśli zakopie topór wojenny z USA i UE, ponieważ nie będzie to potrzebne. Serbscy politycy będący rosyjskimi sympatykami i populiści, sami się Rosji starają przypodobać, a Moskwa podsyca frustracje nacjonalistycznego serbskiego elektoratu zapewnieniami, że to właśnie Serbowie są największą ofiarą wojny bałkańskiej w latach 90’ i że mają w rosyjskim narodzie bezgraniczne wsparcie. Taka polityka przecież nic nie kosztuje.

Opinie zawarte w powyższym artykule należą do autora i nie są ogólnym stanowiskiem Al Jazeere.

Autor: Boris Varga
Tł: Marta Grabowska
Źródło: http://balkans.aljazeera.net/

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.