Przez lata elektrownia atomowa Majak w południowej Rosji odprowadzała swoje odpady do okolicznego systemu rzek i jezior. W 1957 r. w elektrowni wystąpiła katastrofa nuklearna, która była wielokrotnie gorsza niż w Czarnobylu. Jej rezultat: Dotychczas najbardziej śmiercionośne jezioro na ziemi.

Na południu rosyjskiego Uralu leży jezioro, nad którym nikt nie chce spędzać urlopu: jezioro Karaczaj. Przez dziesięciolecia radziecka elektrownia atomowa Majak odprowadzała swoje odpady do jeziora - nadal jest wyjątkowo silnie napromieniowane. Będąc tam, w kilka minut można dotrzeć do zagrażającej życiu dawki promieniowania. Dla każdego ponadgodzinny pobyt nad jeziorem kończy się śmiercią.

Od 1948 roku ściśle tajna elektrownia atomowa produkowała pluton dla radzieckiej bomby atomowej. We wrześniu 1957 r. wydarzyło się wielkie nieszczęście: Wybuchł zbiornik wypełniony wysoce toksycznymi substancjami. Przy tym do atmosfery przedostało się jeszcze więcej substancji radioaktywnych niż podczas druzgoczącej katastrofy nuklearnej w Czarnobylu, która miała miejsce prawie trzydzieści lat później.

Zaledwie dziesięć lat później jezioro prawie całkowicie wyschło i uwolniło radioaktywny pył. Z wiatrem rozprzestrzeniły się śmiertlene cząstki rozpadów promieniotwórczych. Ucierpiało ponad pół miliona osób. Skutek: Wady rozwojowe, choroby i wiele natychmiastowych zgonów.

Później państwo zaczęło wypełniać jezioro betonem i je zamykać. W międzyczasie warstwa ta uległa pęknięciu, a woda znów zaczęła wypływać.

Autor tłumaczenia: Edyta Grzywacka-Wziątek

Źródło: Focus.de

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.