Ece Temelkuran jest turecka pisarką, dziennikarką i aktywistką zajmującą się tematyką emancypacji kobiet, politycznym zniewoleniem, sprawami turecko-kurdyjskimi i turecko-ormiańskimi. Laureatka nagrody "Pen for Peace". Ogłoszona turecką dziennikarką roku. Za krytykę władzy Erdogana w 2012 roku dostała odwołanie. Od tego czasu wydała kilkanaście książek prozą, z których najbardziej znane to Góra bólu, Odgłosy rosnących bananów i Kobiety, które dmuchają w supełki.

Spotykamy Panią na Festiwalu Książki w Edynburgu, gdzie zainteresowanie Pani powieścią Kobiety, które dmuchają w supełki jest ogromne. Recenzenci określają książkę jako ważną historię o walce kobiet o miejsce pod słońcem oraz jako wciągającą powieść dodającą kobietom sił. Znowu chodzi o dokumentowanie smutnej rzeczywistości, a co konkretnie było inspiracją ?

Natchnęły mnie kobiety, które spotkałam w swoim życiu. Jako dziennikarka zajmowałam się głównie tematami związanymi z kobietami borykającymi się z bardzo ciężkimi warunkami. Wszyscy bohaterowie są w pewnym sensie połączeniem właśnie tych kobiet spotkanych gdzieś w świecie, będących w niewyobrażalnie trudnych warunkach życiowych. Ale to tylko jeden z punktów widzenia. Patrząc w inny sposób mogę powiedzieć, że wszystkie te kobiety żyją we mnie. Te postaci to tak naprawdę ja- pocięta na kawałki. Bo gdy się baczniej przyjrzę – każda z nich przypomina mnie. A kiedy indziej znowu- nie, to nie ja. I tak moje pisanie jest na granicy czegoś realnego i fikcji. Ale nie zdecydowałam się na to od tak, irracjonalnie.

Już gdy mieszkasz w jakimś kraju szaleństwa, ta cienka granica między rzeczywistością i fikcją staje się jeszcze bardziej rozmyta. A właśnie na tej granicznej linii biegnie życie. I tu jest moja literatura, gdzieś pomiędzy. Wszystkie powieści, które napisałam są świadomie dokumentalne. Kiedy pisałam w Bejrucie Odgłosy rosnących bananów moje poszukiwania trwały sześć miesięcy. Kiedy w Tunezji pisałam Kobiety, które dmuchają w supełki, to również były miesiące analizy rzeczywistości. Moja niedawna powieść, która ukaże się w języku angielskim w listopadzie, Czas niemych łabędzi (opowiada o wojskowym zamachu stanu w Turcji w roku 1980.) też jest dokumentem. Historie, powiedziałabym, układają się w dokument. Moim głównym źródłem inspiracji była rzeczywistość, pomylony rodzaj rzeczywistości, której się naraziłam.

Niektórzy z Pani kolegów-pisarzy mówią, że pisanie powstające w warunkach konfliktu może emancypować. I Pani, po raz kolejny, pytania dotyczące kobiet zadała, w sposób otwarcie polityczny. Ale jak znaleźć sposób, by coś bardzo wrażliwego politycznie nie było w historii na poziomie codziennej polityki, ale wyróżniało się ?

W kontekście kobiecego wyzwolenia uważam, że kobiety uczą się na historii. I to jest niemal dziedziczne. Jakby w ich kodzie genetycznym było coś, co sięga tysięcy lat wstecz. W ten sposób, opowieści są ważne, bo uczymy się od siebie nawzajem i od siebie samych. Bo kobiety mają skłonność do szybkiego zapominania tego, co już wiedzą. Życie uczy nas wielu rzeczy, stajemy się coraz starsze i bardziej dojrzałe. A mimo to kobiety często zapominają, jak bardzo są silne i zdolne. I, co najważniejsze, jak bardzo są wartościowe. W tym sensie opowiadanie przypomina kobietom o ich wartości ; o ich sile i niezaprzeczalnej obecności w świecie.

A w obszarze szeroko pojętej polityki opowieści są często poza terminologią używaną w real-politics, która w zasadzie jest bardzo wąska i ograniczona. Widziałam to pisząc Głęboką górę (o podziałach turecko-ormiańskich). Cały świat stał się polem bitwy i używanie „L” w ludobójstwie stało się bardzo prowokujące. Koncentrowałam się na podpatrywaniu obu stron. Wiedziałam, że i Turcy i Ormianie mieli duże problemy z przekazywaniem sobie na wzajem swoich historii. Słowo ludobójstwo działa jak elektryczne ogrodzenie. Więc próbowałam napisać opowiadanie o Ormianach, bez użycia litery „L”. I to, jak mi się wydaje, była książka o Ormianach, którą Turcy najchętniej czytali. Bo historie pogłębiają wzajemne zrozumienie i poszerzają wyobrażenie niektórych spraw. Historie umożliwiają ludziom zrozumienie sensu życia znacznie lepiej, niż jakakolwiek polityczna terminologia.

Fakt, że została Pani bez pracy z powodu politycznego pisania skierowanego przeciw reżimowi Erdogana sporo mówi samo za siebie. Na ile jest dziś niebezpiecznie być dziennikarzem w Turcji, ale i na świecie ?

Zapłaciłam minimalną cenę, w porównaniu z innymi. Odebrano mi moje dwadzieścia lat kariery. Ale mówię, to minimum tego, co może przytrafić się dziennikarzowi w Turcji, gdy on lub ona jest przeciwko władzy politycznej. Każdy może iść do więzienia, nawet nie trzeba być profesjonalnym dziennikarzem. Po prostu twittujecie sobie, a ktoś puka do waszych drzwi. Ale istnieje też i globalna strona problemu. Jak można zaobserwować, nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Europie, Stanach Zjednoczonych jest coraz więcej politycznego zamieszania i politycy często biorą media i dziennikarzy na cel. Wygląda na to, że dziennikarze stali się „połowem dnia” dla nowych populistycznych liderów. Wszyscy prawicowi przywódcy wskazali na nich palcem. Zagraża im Trump. Wydaje się, że dziennikarze są kozłami ofiarnymi światowej zapaści systemu. Więc dla mnie Turcja to miejsce eksperymentu, gdzie odbywają się sesje na temat nadchodzących czasów, a to w wielu krajach czasy rosnącego autorytaryzmu i post-prawdy ; ludzie, którzy mieszkają w Turcji są ludźmi zza morza globalnych zmian politycznych.

Bez względu na obecny kryzys w Turcji, który staje się coraz poważniejszy, w ciągu ostatnich kilku lat miały tam miejsce masowe protesty, które, zdaniem wielu, wybuchły jako spontaniczna reakcja na dyktaturę. Czy można przewidzieć, że w przyszłości dojdzie do czegoś podobnego ?

Kiedy zaczęły się protesty w parku Gezi w 2013 roku, w pierwszym dniu niewielkich jeszcze zamieszek, powiedziałam: - to będzie, jak Tahrir. I wtedy wiele osób śmiało się z tych moich przepowiedni. Więc, nie chcę znowu przewidywać, żeby się nie śmiano. Ale dla mnie naprawdę było jasne, że Gezi będzie eskalować. Narodziło się poczucie społeczności, poczucie, że „co dużo, to dużo”.

A teraz przekroczyliśmy próg tego poczucia. Z powodu rosnącego autorytaryzmu przekroczyliśmy granice tego „co dużo, to dużo”. W kraju doszło do upadku etyki, mamy rządy absurdalnego prawa. A gdy tak się dzieje, gdy wszystkie prawa zostają naruszone, gdy nie ma państwa, które by cię broniło - to oznacza totalne poczucie niepewności dla połowy kraju. W zasadzie, naprawdę nie mogę przewidzieć w tej chwili, co będzie na końcu, bo światło w tunelu wydaje się dość słabe. Ale powiem, że na dzień przed protestem w parku Gezi w 2013 roku nikt, włącznie ze mną, nie mógł przewidzieć, że przyjmie on aż takie rozmiary. W Turcji może zdarzyć się wszystko, co nieprzewidywalne. I to jest piękno, a zarazem szaleństwo mojego kraju.

Tłum. Emilia Liberda

Źródło: Al Jazzeera

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.