Specjaliści biją na alarm: dochody obywateli spadają, a liczba kredytów rośnie

Podczas gdy rynki finansowe przeżywają wstrząsy w oczekiwaniu na kolejne sankcje Zachodu, w rosyjskiej gospodarce narastają poważne problemy wewnętrzne.
W ostatnich miesiącach czarne chmury gromadzą się nad segmentami kredytów konsumenckich i hipotecznych. Od 1 lipca 2017 roku do 1 lipca 2018 roku zadłużenie kredytowe osób fizycznych wzrosło o 19,7% w skali roku (do 13,5 trylionów rubli). Kredytów hipotecznych w ujęciu pieniężnym w pierwszej połowie roku zostało udzielonych o 69% więcej niż w analogicznym półroczu ubiegłego roku. Coraz częściej zaistniałą sytuację nazywa się „kredytowym bumem”, co nie jest do końca poprawne, gdyż tempo wzrostu kredytów detalicznych wciąż odstaje od szczytowych wskaźników ubiegłych lat. Jednak w warunkach stagnacji gospodarki i powolnego wzrostu dochodów społeczeństwa to może wystarczyć, by wywołać lawinę zaległości płatniczych i spowodować poważny bankowy kryzys.

 

Popyt uderza w odwecie

Tempo wzrostu kredytów detalicznych choć „wybuchowe” jest i tak niższe
w porównaniu do 2008 i 2012 roku. „W 2012 roku w szczytowych momentach wzrost zadłużenia społeczeństwa sięgał 45%. Z tego powodu mowa tu bardziej o ponownym wzroście niż o kredytowym bum”, – mówi pracownik naukowy Instytutu Stosowanych Badań Ekonomicznych Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej (RANEPA) Michaił Chromow.

Niemniej jednak znaczny wzrost ilościowy został odnotowany we wszystkich segmentach kredytów – zarówno niezabezpieczonych jak i zabezpieczonych. Dla banków detaliczne kredyty stanowią teraz przynoszący największe korzyści kierunek biznesu; korporacyjny segment wzrósł jedynie o 5%, a więc 4 razy mniej niż detaliczny. Ponad połowa przyrostu długu w tym roku przypada na banki państwowe: Sbierbank i VTB. Istnieje parę podstawowych przyczyn tłumaczących, dlaczego Rosjanie zaczęli aktywniej zadłużać się w ciągu ostatnich dwóch lat.

„Po pierwsze, warto wziąć pod uwagę efekt „niskiej bazy” – jednak „spadek” rynku był zbyt poważny trzy lata temu. Po drugie, ustabilizowała się sytuacja gospodarcza
w kraju. Zarówno wierzyciele jaki i kredytobiorcy przyzwyczaili się do „nowej realności” i znów na szeroką skalę zaangażowali się w kredytowy proces”, — mówi Aleksiej Wołkow, dyrektor ds. marketingu Narodowego Biura Historii Kredytowych. W Rosji jest aktualnie rekordowo niska inflacja, która do ostatniej chwili pozwalała Bankowi Centralnemu obniżać kluczową stawkę. W ślad za kluczową stawką spadała i wartość kredytów konsumenckich.

W efekcie zaktywizował się odłożony popyt Rosjan: gospodarstwa domowe zaczęły nabywać przedmioty długotrwałego użytkowania. Wiosną tego roku norma oszczędności Rosjan obniżyła się do poziomu przedkryzysowych lat 2013–2014. Jednak, ponieważ wzrost realnych dochodów społeczeństwa w lipcu wyniósł jedynie 2% w skali roku, kredytowanie pozostało jednym z głównych źródeł wsparcia poziomu życia i finansowania dużych zakupów.

 

Kredyt w nieskończoność

Jedna z najbardziej niepokojących tendencji polega na tym, że Rosjanie często biorą kredyty na opłacenie starych długów. Prawie co drugi Rosjanin ma dwa lub więcej niespłaconych kredytów. Typowa historia takich zadłużeń wygląda następująco: człowiek bierze hipotekę, sprawnie uiszcza procentowe wpłaty, ale robi to za kredyty detaliczne.

Ogólne tło informacyjne w mediach oraz reklama usług bankowych tworzą iluzję taniości pożyczek: kiedyś hipoteka kosztowała 18% w skali roku, a teraz można ją wziąć na 10%.

„Jak brać hipotekę nawet na 10% w skali roku, jeśli dochody rosną jedynie o 2–3% rocznie? — dziwi się dyrektor Centrum Badań Strukturalnych Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej Aleksiej Wiediew. — Nawet przy takiej stawce człowiek kupuje dwa mieszkania: jedno dla siebie i jedno dla banku”.

Rzecznik finansowy Paweł Miedwiediew zwraca uwagę na jeszcze jeden problem — swoiste pułapki w umowach kredytowych, które zwiększają wysokość pożyczek 1,5–2,5-krotnie. „Ludzie są oszukiwani wskutek niekończących się „wyśrubowań”, które zaczynają być coraz bardziej gwałtowne”, — mówi ekspert. Przykładowo, istnieje produkt bankowy pod nazwą „Kredytowy doktor”, który obiecuje wierzycielowi poprawę historii kredytowej. „Człowiek otrzymuje pożyczkę, ale na konto wpływa symboliczne 10 groszy. Z matematycznego punktu widzenia to oznacza, że kredyt ma wartość nieskończoną”, — mówi Miedwiediew.

Generalnie długi Rosjan na ogół są bardzo krótkie i bardzo drogie. Część obecnych dochodów społeczeństwa przeznaczana na obsługę zadłużenia jest mniej więcej taka sama jak w USA, z tą różnicą, że wysokość długu w stosunku do dochodów jest 4-5 razy mniejsza. „Społeczeństwo w obu krajach regularnie wydaje 10-12% dochodów na spłatę zadłużenia, ale w Rosji dług wynosi 20-25% dochodu, podczas gdy w USA — 75%”, — mówi Chromow.

Oznacza to, że w rosyjskich bankach katastroficznie przepłaca się za kredyty. „Same opłaty procentowe na system bankowy wynoszą rocznie około 2 trylionów rubli. Przy czym największe zadłużenie przypada na ludzi z najniższym poziomem dochodów”, — dodaje Wiediew.

 

Stan przedkryzysowy

Chociaż wzrost zadłużenia o 20% sam w sobie nie jest czymś nienormalnym, wszystko zależy od tego na ile społeczeństwo jest w stanie spłacić ten dług. Podstawowy argument przemawiający za tym, że rynek kredytów detalicznych czeka wkrótce „przegrzanie” jest prosty: stawki kredytów są wyższe od dochodu nominalnego społeczeństwa. To oznacza, że obywatele większą część swojego dochodu są zmuszeni przeznaczać na spłatę zadłużenia, a taka sytuacja skutkuje tworzeniem się kredytowej bańki.

W Narodowym Biurze Historii Kredytowych zaprzeczają jakoby zadłużenie społeczeństwa znajdowało się obecnie na dopuszczalnym poziomie. „Średnia wartość bieżącego obciążenia długami (comiesięczne opłaty wszystkich kredytów
w odniesieniu do comiesięcznego dochodu) rosyjskich wierzycieli wynosi obecnie 23,62%, przy czym od końca ubiegłego roku obniżyła się ona o 1,05% (za alarmujący uważa się poziom powyżej 30%. — A.Ch.). Zgodnie z Indeksem zdrowia kredytowego, liczonym przez Narodowe Biuro Historii Kredytowej i firmę FICO, w II kwartale 2018 roku stan kredytowego zdrowia obywateli kraju był stabilny”, — mówi Aleksiej Wołkow.

Przy tym w Narodowym Biurze Historii Kredytowych przyznaje się, że ilość „złych” kredytów wciąż jeszcze jest poważna. Jeśli realne dochody nie będą rosnąć, bądź zaczną się zmniejszać, to taka sytuacja może doprowadzić do wzrostu przeterminowanego zadłużenia i niewywiązywania się obywateli ze spłat.

Miedwiediew uważa, że przedkryzysowe procesy na rynku już się zaczęły: kredyty się wydłużają i przekształcają, ludzie biorą coraz dłuższe pożyczki, by spłacić stare. Ta sytuacja może sprowokować ostry wzrost „złych” zadłużeń i bankowy kryzys
w ciągu nadchodzącego 1,5 roku.

 

Przymusowa świadomość finansowa

„Siedziałem któregoś dnia w Radzie Federacji na zebraniu dotyczącym zadłużenia społeczeństwa, — wspomina rzecznik Miedwiediew. — Wychodzi kolejny mówca, pierwszy zastępca przewodniczącego jednego z komitetów i mówi absolutnie „genialną” rzecz: należy zakazać wszelkich sposobów zapożyczania się, ponieważ wszystkie one prowadzą do pętli na szyi. Można pozwolić jedynie na istnienie lombardów: tam chociaż od razu człowiek otrzymuje określoną sumę i nikt nie będzie go prześladować”.

Mniej więcej podobną zakazującą logiką kierują się parlamentarzyści dzisiaj, próbując reagować na burzliwy rozwój konsumenckich kredytów. Na początku tygodnia
w Dumie Państwowej były omawiane poprawki do projektu ustawy „O bankach
i działalności bankowej”, zakazujące wydawania kredytów, których spłaty przewyższałyby 50% wspólnego dochodu gospodarstwa domowego.

Z tą propozycją są związane dwa problemy. Po pierwsze wszystkie banki i tak zajmują się oceną zdolności kredytowej potencjalnych wierzycieli. „Ta sprawa leży
w kompetencji wierzyciela i banku, którzy podpisują umowę”, — mówi dyrektor Instytutu Bankowości Wyższej Szkoły Ekonomicznej, Wasilij Sołodkow.

Po drugie, zaproponowana formuła wygląda na nieprzemyślaną. Dochody każdy może mieć inne: jeśli człowiek żyje za 20 tys. rubli miesięcznie, to najpewniej nie warto, by brał duże kredyty. Jeśli natomiast człowiek zarabia paręset tysięcy rubli, to spokojnie może wydawać nawet więcej niż 50% na spłaty zadłużeń. Jednym słowem, ważne jest nie ile człowiek płaci, a ile mu po tym zostaje.

„Warto wiązać ograniczenia z rozmiarem dochodu rozporządzalnego, który zostaje po obowiązkowych spłatach, tak by człowiek miał zawsze chociaż minimum socjalne
w rękach. – uważa Chromow.

Globalne rozwiązanie problemu „bumu kredytowego” jest tylko jedno: wzrost ekonomiczny, który poprawi dobrobyt społeczeństwa i pozwoli ludziom spłacać długi ze swoich własnych dochodów. Jednak ostatnie ekonomiczne inicjatywy władzy, od podwyższenia stawek VAT do „reformy emerytalnej”, zdecydowanie stawiają krzyżyk na takim wariancie.

 

Autor: Арнольд Хачатуров

Tłumaczyła: Natalia Uryga-Prokhorenko

Żródło: https://www.novayagazeta.ru/articles/2018/09/13/77818-zakreditovannaya-rossiya

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
5 + 4 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.