To wszystko skłoniło rosyjskie władze do zapowiedzi rozpoczęcia szeregu ambitnych projektów infrastrukturalnych, a prezydenta Putina do buńczucznych wypowiedzi, że Rosja nie boi się sankcji kolektywnego Zachodu, czeka na nie z niecierpliwością, bo są Moskwie niestraszne. Stabilna nadwyżka w rosyjskim bilansie handlowym zdaje się potwierdzać twierdzenia władz, że gospodarka jest pod kontrolą i w Rosji nie nastąpią żadne nieprzewidywalne zmiany.

Gdyby na sytuację ekonomiczną Rosji patrzeć przez pryzmat budżetu federalnego to jest ona nie tylko dobra, ale wręcz znakomita. Jednak o osiągnięciu ambitnych celów stawianych "kapitanom" rosyjskiej gospodarki przez Władimira Putina nie ma co myśleć.Zamknie się on po raz pierwszy od 2011 r. nadwyżką, przy czym nie byle jaką - pierwotne prognozy rosyjskie Ministerstwo Finansów skorygowało, podnosząc ją o 4,4 raza, do poziomu ponad 2 bln rubli, czyli przeliczając na dolary ok. 30 mld dol.

Według rządowych szacunków, przyszły rok nie będzie wcale gorszy i budżet zamknąć się ma nadwyżką około 1,9 bln rubli. Inflacja jest przy tym na najniższym od lat poziomie, poniżej 5 proc. i rząd nie obawia się nawet spodziewanego jej skoku w roku przyszłym w związku z podniesieniem stawek podatku VAT o 2 pkt proc. i oczekiwanym wzrostem cen paliw na rodzimym rynku. Relacja długu publicznego do PKB jest niska, i kształtuje się w okolicach 15 proc. PKB.

 

Naftowy gambit Kremla

Kartel OPEC działając w poszerzonym formacie składającym się z 16 uczestników oraz ośmiu państw i Rosji nie należących doń formalnie, na spotkaniu w Wiedniu na początku grudnia osiągnął porozumienie o redukcji wydobycia, po to aby przeciwdziałać spadającym cenom. Obserwatorzy zwracają uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze to już kolejne takie posunięcie od 2016 r., kiedy to państwa producenci zdecydowali się obciąć wydobycie po to aby ratować ceny. Na niewiele to się, w dłuższej perspektywie, zdało, mimo że trzykrotnie przedłużano porozumienie, bo w listopadzie cena baryłki osiągnęła pułap 60 dol. i nie brak było prognoz, że w 2019 r. spadnie do 40 dol. W takiej sytuacji, i to drugi czynnik, na który trzeba zwrócić uwagę Rosja zdecydowała się uczestniczyć w porozumieniu, które nakłada na jej producentów obowiązek zmniejszenia wydobycia o 230 tys. baryłek na dobę. Ale to nie jedyne znaczące ustępstwo.

Pierwotnie Rosjanie chcieli aby w ich przypadku redukcje wydobycia następowały stopniowo, począwszy od drugiego kwartału. O powodach takiego stanowiska mówił w jednym z wywiadów prasowych Wagit Alekpierow, właściciel Lukoilu, który zauważył, że ze względów na niskie temperatury panujące w miesiącach zimowych w rosyjskich rejonach wydobywczych zmniejszanie ciśnienia w rurach, a z tym wiążą się redukcje wydobycia, stanowi zagrożenie dla instalacji, bo wydzielająca się parafina może ją zatykać. Ale najwyraźniej tych argumentów nie przyjęto w Wiedniu do wiadomości i cięcia mają się zacząć natychmiast. Wielkość cięć jest zresztą większa niż zapowiedzi Moskwy przed spotkaniem w Wiedniu (Rosja deklarowała gotowość redukcji na poziomie 150 tys. baryłek na dobę), co oznacza, że Moskwa w ten sposób, godząc się na większe ustępstwa zdecydowała się ratować porozumienie. Obserwatorzy sytuacji na rynku ropy naftowej są zdania, że ratuje ono ceny na czas nie dłuższy niż sześć miesięcy, a być może i krótszy, bo wydobycie ropy w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii rośnie szybciej niźli ktokolwiek był w stanie przewidzieć.

Analitycy ostrożnie szacują, że w przyszłym roku tylko producenci amerykańscy będą w stanie podnieść wydobycie o ok. 800 tys. baryłek, co w 80 proc. wypełni spadek podaży, w wyniku porozumienie OPEC. Kluczowe jest jednak co innego, a mianowicie kiedy Amerykanie będą w stanie znacząco podnieść wydobycie. Ostatnie szacunki, związane z oceną zaawansowania inwestycji w tzw. Basenie Permskim, mówią, że będzie to druga połowa roku.

Choć trzeba pamiętać, że analitycy generalnie nie docenili sprawności amerykańskich nafciarzy, którzy w tym roku zwiększali wydobycie znacznie szybciej niźli najbardziej optymistyczne prognozy ekspertów.

Innymi słowy stabilizacja cen ropy na światowych rynkach może mieć efekt krótkoterminowy. Gdyby na całą kwestię spoglądać z perspektywy gospodarki rosyjskiej, to porozumienie z Wiednia zmniejsza szanse jej przyszłorocznego wzrostu. Sektor wydobywczy nie wzrośnie, eksport innych surowców w obliczu perspektyw spowolnienia na świecie też raczej nie.

Dywersyfikacja rosyjskiego eksportu napędzana jest głównie przez osłabienie rosyjskiej waluty , a stabilizowanie cen na rynku ropy, do czego dąży Moskwa, wywoływało dotychczas wzrost notowań rubla. Podejmując decyzję o redukcji wydobycia Rosja w sposób oczywisty przedłożyła cele budżetowe nad rozwojowymi. Potwierdzają to opinie i analizy rosyjskich i międzynarodowych ekspertów.

 

Szybki rozwój to mrzonki

I tak rosyjska agencja ratingowa AKRA przygotowała, podstawowy scenariusz rozwoju rosyjskiej gospodarki. Cena baryłki ropy naftowej marki Urals pozostaje właściwie bez zmian do roku 2022, tzn. w 2019 r. jest niższa niźli obecnie, jednak stabilizuje się na poziomie 63 rubli, i przez następne cztery lata ma wahać się w paśmie plus minus 4 ruble, choć analitycy AKRA uważają, że raczej minus. Światowa gospodarka zwalnia, choć PKB nadal rośnie, z 2,6 proc. w roku obecnym do 1,8 proc. w 2022. Jednak wojny handlowe i wzrost protekcjonizmu uderza przede wszystkim w głównych partnerów handlowych Rosji - Stany Zjednoczone i Chiny. W tym ostatnim przypadku wzrost PKB zwalnia z 6,4 proc. obecnie do 4 proc. w 2021 i pozostaje na tym poziomie również w roku następnym. Jeśli idzie o Stany Zjednoczone to spadek tempa wzrostu jest również odczuwalny z 2,5 do 1,7 proc. Mała, otwarta gospodarka uzależniona od eksportu surowców, jaką jest Rosja, zdaniem analityków agencji, nie może tego spowolnienia nie odczuć. W efekcie tempo wzrostu jej PKB będzie niższe od tegorocznego (1,6 proc.) i ustabilizuje się na poziomie 1,4 proc. do 2022 r., czyli o osiągnięciu ambitnych celów stawianych "kapitanom" rosyjskiego gospodarki przez Władimira Putina nie ma co myśleć. Te cele to osiągnięcie wzrostu PKB pod koniec tego okresu na poziomie 5 proc. Analitycy AKRA sądzą, że to mrzonki. Równie stabilny będzie pozom inflacji - choć oscylować ona będzie w okolicach 4 proc., wzrost dochodów ludności - średnio w każdym roku wahać się będzie na poziomie 1,8-2 proc., zaś budżet federalny w każdym z następnych lat będzie miał nadwyżkę. W efekcie wzrośnie poziom inwestycji, zgodnie zresztą z planami władz, które chcą sporo pieniędzy wydać na projekty infrastrukturalne, ale nie na tyle aby mogły stać się one kołem zamachowym gospodarki. Jeśli ten scenariusz się ziści to do 2022 r. rosyjska gospodarka rozwinie się w sposób raczej umiarkowany, a licząc od kryzysu finansowego z 2008 r. - realnie wcale. Innymi słowy AKRA twierdzi, że bazowy scenariusz rozwoju rosyjskiej gospodarki jest w gruncie rzeczy scenariuszem straconych kolejnych pięciu lat, a licząc od kryzysu, to mamy już do czynienia ze straconymi 15 latami. Przeliczając PKB na dolary sytuacja wygląda trochę lepiej, bo analitycy sądzą, że rubel w następnych latach trochę się względem dolara umocni - z dzisiejszego (mowa o średnim kursie rocznym) poziomu 63,1 do 60,1 w 2020 r., a potem trochę się osłabi do 62,6 w roku 2022.

W obliczu rysujących się zagrożeń - wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, wprowadzenia przez Waszyngton nowych "srogich" sankcji przeciw Rosji, i załamania się światowych cen węglowodorów analitycy sformułowali też prognozy uwzględniające i te czynniki ryzyka. Ich zdaniem wojny handlowe i oczekiwanie spowolnienie światowej gospodarki nie stanowią dla Rosji wielkiego zagrożenia. Wzrost owszem będzie wolniejszy, nie przekroczy w przyszłym roku 1 proc., ale budżet nadal dysponował będzie skromną nadwyżką. Perspektywy znacznie się pogarszają, kiedy spowolnieniu gospodarczemu towarzyszyć będzie załamanie się cen węglowodorów i nałożenie nowych sankcji. Wówczas gospodarka Rosji w 2019 r. nie tylko wchodzi w recesję, ale budżet zanotuje deficyt. W takiej sytuacji strata 3 mld dolarów przychodów, bo tyle Rosję kosztować będzie wiedeńskie porozumienie OPEC +, na niewiele się zda. Wydaje się zatem, że polityka rosyjskiego rządu jest nie tylko zdominowana przez cele krótkoterminowe, ale również o wiele bardziej rosyjskie władze zainteresowane są perspektywą budżetową, niźli wzrostem gospodarki. Świadczy o tym kontynuowanie polityki sterylizacji nadwyżki dochodów budżetu z tytułu opodatkowania eksportu węglowodorów. Tylko w grudniu i pierwszych dniach stycznia na skupowanie "twardej waluty" z rynku rosyjskie Ministerstwo Finansów przeznaczyć chce ponad 366 mld rubli, a licząc od stycznia 2018 r. kupiło już 65 mld dol., co stanowi 4 proc. rosyjskiego PKB. W ten sposób Rosja odbudowuje swoje fundusze rezerwowe, przeznaczając na ten cel nadwyżki z opodatkowania węglowodorów powyżej ceny 40 dolarów za baryłkę. Tego rodzaju polityka, pierwotnie mająca na celu uchronienie się przed wzrostem inflacji jest dziś krytykowana nawet przez Aleksieja Kudrina, pomysłodawcy tego rozwiązania. Jego zdaniem jest ona zbyt restrykcyjna i przyczynia się do spowolnienia rosyjskiej gospodarki, która mogłaby rozwijać się szybciej gdyby odżył popyt wewnętrzny. Proponował on już kilkakrotnie w tym roku poluzowanie obowiązującej zasady i przyjęcie wariantu kompromisowego, w myśl którego interwencja zaczynałaby się od ceny baryłki ropy na poziomie 45 dol., a nie tak jak obecnie 40. Pozwoliłoby to poprawić nadzieje na wzrost PKB i przeprowadzić niezbędne reformy, bo bez nich, zdaniem Kudrina, dziś kierującego rosyjskim odpowiednikiem NIK, Rosja podzieli gospodarczo los ZSRR.

Ostatnie szacunki ekspertów Banku Światowego zdają się potwierdzać prognozy byłego wicepremiera i ministra finansów. Po niezłych dwóch pierwszych kwartałach tego roku (wzrost PKB odpowiednio 1,3 oraz 1,9 proc.) trzeci kwartał jest już słabszy a następny, najprawdopodobniej będzie też nie najlepszy. Odpływ kapitałów przyspieszył. O ile w ciągu dziewięciu miesięcy 2017 r. było to ok. 1,1 proc. rosyjskiego PKB, to w 2018 r. w tym samym czasie notuje się już odpływ na poziomie 3,4 proc. i to mimo podniesienia przez rosyjski Bank Centralny podstawowych stóp procentowych.

 

Moskwa zwiera szyki

Mimo nadwyżki rosyjskiego budżetu, stabilności systemu finansów publicznych i systemu bankowego, który choć gdyby przyjąć standardy zachodnie jest systemem słabym i zagrożonym ryzykiem, eksperci Banku Światowego nie prognozują w średniej perspektywie, tj. do roku 2020 wzrostu rosyjskiego PKB w tempie większym niźli 1,8 proc. Prognozy te w sposób dość zasadniczy rozmijają się z deklaracjami rosyjskiego rządu. Ostatnie optymistyczne deklaracje premiera Miedwiediewa mówiły o tym, że rosyjska gospodarka w 2020 r. rosnąć będzie w tempie co najmniej 3 proc. rocznie. Zdaniem Banku Światowego w 2022 r. gospodarka Rosji wzrośnie co najwyżej o 1,3 proc. Dopiero, być może w roku 2022 przyspieszy do 3 proc. Ale trzeba pamiętać, że jest to scenariusz nie uwzględniający czynników zewnętrznych, takich jak zaostrzenie sankcji czy niespodziewane zmiany cen na rynkach surowcowych. Gdyby te umiarkowanie pesymistyczne dla Rosji prognozy Banku Światowego się potwierdziły to warto spojrzeć na to co się z nią działo od 2008 roku, czyli od kryzysu finansowego. Z tej perspektywy można mówić o 15 straconych latach, kiedy Rosja mimo tego, że zarobiła setki miliardów dolarów z eksportu swoich surowców, rozwinęła się w tempie kilkuprocentowym, jeśli w ogóle, bo dane rosyjskiego odpowiednika GUS budzą wiele wątpliwości a i efektywność wielu inwestycji publicznych jest wątpliwa. Czyli bez mała stracona generacja. Z jakiego powodu?

Analiza tego jak jest skonstruowany rosyjski budżet na najbliższe trzy lata (2019-2021) pozwala z grubsza odpowiedzieć, dlaczego władze kontynuują politykę w której interesy budżetowe dominują nad celami rozwojowymi. Anatolij Popow, dyrektor departamentu polityki budżetowej w rosyjskim Ministerstwie Finansów w toku prac w Dumie poinformował, że wydatki na resorty siłowe wzrosną w najbliższych trzech latach w "bezprecedensowej skali". W efekcie biorąc razem zarówno jego jawną, jak i tajną część na cele związane z obronnością i bezpieczeństwem przeznaczane będzie nie mniej niż 30 proc. rosyjskiego budżetu. Informacje te potwierdza ostatni raport sztokholmskiego instytutu SIPRI, który alarmuje, że po raz pierwszy rosyjska firma zbrojeniowa znalazła się w pierwszej dziesiątce światowych producentów, a Rosja jako państwo jest dziś drugim światowym producentem broni, wyprzedziwszy Wielką Brytanię. Ten rezultat jest wynikiem znaczącego, bo wynoszącego 15 proc. wzrostu sprzedaży największych rosyjskich producentów broni. Przy czym, zdaniem szwedzkich analityków, nie jest to wynikiem wzrostu eksportu, ale skokowego zwiększenia zamówień rosyjskiej armii. Innymi słowy Moskwa nie tylko nie zmniejszyła tempa modernizacji swoich sił zbrojnych, ale korzystając z dobrej koniunktury na rynku węglowodorów nawet ją przyspieszyła. W podobny sposób patrzeć trzeba na kontynuowanie polityki odbudowy rezerw kosztem wzrostu rosyjskiego PKB i kryzysu na rynku wewnętrznym. Jej celem nie jest w pierwszym rzędzie stabilizowanie sytuacji makroekonomicznej, ale uczynienie z Rosji kraju w możliwie dużym stopniu uodpornionego na presję zewnętrzną, czyli na sankcje. Innymi słowy, twierdza Rosja w budowie.

Marek Budzisz

Źródło: Interia

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.