Petersburski artysta Maks Otto powiesił w wagonach metra warkocze z kobiecych włosów, dając pasażerom wybór – chwytać za nie lub nie. W taki sposób nawołuje on, by domagać się przyjęcia ustawy o przemocy domowej.

„Warkocze świetnie oddają symbol kobiecej walki. W niej kobiety zawsze łapią się za włosy", – opowiada Maks Otto. W rosyjskiej kulturze fryzura ta związana jest z wyobrażeniem o kobiecości. W swojej akcji artysta postanowił odejść od stereotypów i nadać warkoczom inne znaczenie.

Temat przemocy domowej związany jest z osobistym doświadczeniem Maksa Otto. Agresja pochodziła od ojczyma, który często pił i bił matkę artysty. W efekcie musieli uciekać do innego kraju.

„Minęło 20 lat, ale w tym systemie niewiele się zmieniło: nie ma przepisów przeciwko przemocy domowej, nie ma nakazów ochrony, policja w Rosji stara się ignorować przemoc domową do momentu, kiedy ofiara nie ma poważnych ran; dekryminalizowane jest bicie w rodzinie", – pisze na swoim Instagramie artysta.

„Wiedziałem, że przemoc domowa nie dotyczy tylko mnie, po prostu wiele osób nie chce lub boi się o tym opowiadać, - mówi Maks Otto. – Do obrazu warkocza natchnął mnie wyjazd artysty Sławy PTRK do Berlina. Pokazywał on tam sztukę współczesną. Jedna z części prezentacji poświęcona była wystawie sztuki ubogiej, ona i mnie natchnęła. W rezultacie stworzyłem pracę z odniesieniem do Marcela Duchampa, który również zmieniał znaczenie przedmiotów. Opierałem się także na twórczości włoskiego artysty Maurizio Cattelana. On zmieniał znaczenie oraz kontekst przedmiotów, a także umieszczał je w różnych strukturach informacyjnych", – opowiada Maks Otto.

Akcję postanowił przeprowadzić wieczorem w petersburskim metrze. Początkowo ludzie nie rozumieli co się dzieje, dziwili się, potem radośnie sięgali po telefony
i nagrywali to co miało miejsce. Kiedy warkocze zostały rozwieszone ludzie od razu próbowali je nagrać, dzieci huśtały się na nich jak na linach.

„Mamy zasadę: nie rozmawiamy z widzami podczas performansu. Niekiedy możemy kiwać głową lub potakiwać. W dialog wchodzimy tylko w przypadku rzeczywiście trudnych sytuacji", – mówi Maks Otto. Konieczne jest przestrzeganie takiej zasady, by nie rozpraszać się i realizować ideę od początku do końca. Akcjoniści starają się maksymalnie odciąć od tego co ma miejsce, nie wtrącać się w proces i obserwować reakcje widzów z boku.

Do muzeum ludzie przychodzą przygotowani. W przestrzeni społecznej człowiek nie jest gotowy na sztukę, dlatego w takiej atmosferze obserwowanie go jest bardziej interesujące, uważa Maks Otto.

Gdy organizował swój pierwszy performans – rozklejał w wagonach metra „schemat linii policyjnego metra”, zetknął się z agresją ze strony widzów. Na mapie zamiast stacji, były zaznaczone oddziały policji. Poprzez tę akcję Maks Otto chciał pokazać, że w mieście jest wielu pracowników organów ścigania, ale obywatele nie zawsze mogą się do nich zwrócić o pomoc. Najprawdopodobniej ludzi zdenerwował sam temat porządku prawnego i łamania prawa przez policję. W akcji z warkoczami nic podobnego nie miało miejsca. Wyglądała ona również całkiem przyjemnie", – zaznacza artysta.

Nigdy nie wyjaśnia on widzom celu swojego performansu. „Podstawowe pole informacyjne, w którym pracujemy, – to internet. Nasze zadanie – to zrobienie performansu, a następnie zebranie informacji o tym jaki był jego przebieg. Maksymalnie odcinamy się od tego, co ma miejsce w rzeczywistości i od tego co wprowadzamy do internetu. W przeciwnym wypadku musielibyśmy wszędzie rozwieszać manifesty akcji”.

Według jego słów, sztuka związana z akcjonizmem nie powinna zarówno zamieniać się w show jak i stawać się produkcją taśmową. „Nasze akcje - to nie sztuka muzealna, to nie Marina Abramowicz, której dzieła można wozić po świecie
i pokazywać w dowolnym muzeum. Nie pracujemy według takiej zasady", – mówi Maks Otto. On tworzy performans jeden raz i nie próbuje widza wychowywać.

Wraz z artystą warkocze rozwieszały na poręczach dwie ogolone na łyso dziewczyny – Marija i Diana. Obie osobiście zetknęły się z problemem przemocy domowej. Diana widziała przemoc w domu: ojczym bił jej matkę. „Nie potrzebował pretekstu. Bił ją, nawet gdy była w ciąży. Wszystko to działo się na moich oczach", – pisze na swoim Instagramie uczestniczka akcji. Ojczym miał znajomości w policji, dlatego zwrócenie się do niej o pomoc nie miało sensu. W efekcie rodzina musiała się przeprowadzić, ale nawet wtedy ojczym groził bronią i próbował porwać brata Diany.

Marija również zetknęła się z przemocą ze strony rodziców. Następnie – z przemocą
w związku z mężczyzną. O tym co przeżyła, po raz pierwszy opowiedziała podczas akcji: „Długo nie mogłam się zdecydować. Mimo wszystko to temat bardzo osobisty”. Po publikacji otrzymała wsparcie zarówno od mężczyzn jaki i od kobiet. „Myślę, że osąd również się pojawił, ale nikt do mnie osobiście nic o tym nie pisał", – mówi Marija.

Diana także otrzymała dużo wsparcia, jednak w komentarzach znalazły się
i negatywne reakcje na jej historię. „Nie dotknęło mnie to, ponieważ wiem
o istniejących wokół tematu przemocy stereotypach. Ludzie bywają różni: niektórzy są bardzo narażeni na te stereotypy, tak więc taka reakcja zupełnie mnie nie zaskoczyła", – opowiada Diana.

Dziewczyny wzięły udział w akcji, ponieważ temat wydał im się ważny i bliski. Chcą pomóc tym, którzy znajdują się w podobnych sytuacjach. „Każdy temat staje się człowiekowi bliższy, jeśli przepuścił go przez siebie", – mówi Marija

Obraz warkocza kojarzy się jej z utratą niezależności. „Jeśli kobieta wyrzeka się warkocza, to znaczy, że ktoś naruszył jej niezależność. Myślę, że jest to symbol ofiarności. Warkocze rozwieszone na poręczach symbolizują pewne oparcie, ponieważ oprawca często nie może przeżyć bez swojego partnera, a jednocześnie nie przestaje się nad nim znęcać", – opowiada uczestniczka performansu.

Przemoc domowa – to fizyczna, seksualna, psychiczna lub ekonomiczna przemoc ze strony członka rodziny, małżonka lub partnera. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia za 2017 rok 35% kobiet na całym świecie doświadczyło przemocy domowej.

W Rosji, zgodnie z wynikami ankiet Rosstatu za 2016 rok, przemocy domowej doświadcza 16 mln kobiet. Przy czym bicie w rodzinie jest wciąż jeszcze dekryminalizowane, a 61% Rosjan uważa problem przemocy domowej za nieaktualny.

 

Autor: Карина Меркурьева

Tłumaczyła: Natalia Uryga-Prokhorenko

Żródło: https://www.svoboda.org/a/30090841.html

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
8 + 9 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.